poniedziałek, 14 września 2009

Bosze, chroń mnie przed katolikami...


... a zwłaszcza przed zachowawczo-monarchicznymi katolikami wojującymi pod sztandarem tzw. Thradhycyji, której nikt nie jest w stanie wyjaśnić czym jest. Katolik nie wyjaśnia, katolik wierzy bezkrytycznie.
Otóż wesoła ekipa Wielomskiego, Bartyzela i reszty zachowawców dostarcza rozrywki zgniłym libertynom od samego początku. Z licznych artykułów publikowanych na www.konserwatyzm.pl dowiadujemy się np. że kapitalizm jest zły, gdyż rozbija rodziny, ale konserwatyści winni go obecnie popierać, gdyż nie ma na razie szans na wprowadzenie korporacjonizmu. Pod tym ostatnim rozumieją oczywiście socjalizm cechowy, najgorszy rodzaj socjalizmu, jaki można sobie wymarzyć, ale to brzydkie słowo na 's' nie przejdzie przez usta/klawiaturę szanującemu się konserwatyście, zawsze lepiej jest zastąpić je modnym w kręgach katolików korporacjonizmem, czy też starym ładem - zawsze to lepsze, niż tyrania.
Otóż konserwatysta nienawidzi cywilizacji przemysłowej, którą błędnie utożsamia z tzw. liberalizmem obyczajowym, choć nie ma związku między istnieniem jednego a drugiego. Jego nienawiść do industrializmu bierze się z czysto katolickiej nienawiści do wszystkiego, co wielkie, wzniosłe i potężne - materialnie (no chyba, że to akurat kościół). Nie może przełknąć perspektywy, iż dążenia ludzi zawierają się tylko w celach w świecie "tu i teraz", że ludzie są tak aroganccy, że w ogóle nie przeznaczają ustawowej ilości czasu na kontemplację, modlitwę i pielgrzymki. Cywilizacja przemysłowa to dla niego przekleństwo. Marzy mu się idealny feudalny ład, gdzie chłopi leniwie orali pole jego przodków, wielkich panów ziemskich, a ci od czasu do czasu egzekwowali surowo pańszczyznę batogiem, ale zazwyczaj byli wyrozumiali, bo wszyscy stanowili jedność z Thradhycyją, i panowała ogólna szczęśliwość. Pomimo wszechogarniającej biedy, nikt nie umierał z głodu, gdyż modły wznoszone do Pana Boga Jedynego zastępowały urodzaj i dobrobyt, te paskudne wytwory libertyńskiego materializmu.
Jednak pewnego dnia libertyni sprzymierzyli się przeciw Jaśnie Panującemu i wprowadzili kapitalizm. Masy chłopstwa, oderwanego od Pana Boga i jego sług, natychmiast rozpiły się i bogactwo uderzyło im do głowy. Szlachetna szlachta została podstępnie wysadzona z siodła, a jej majątki odebrane przez bezlitosne prawa rynku, które zaczęły się panoszyć bezwstydnie po zielonych polach, łąkach i bezdrożach. Ale najgorsze miało dopiero nadejść...
Robotnicy w nowopowstałych fabrykach tak się rozzuchwalili, że ośmielili się podważać jakość warunków pracy i nie doceniać wysiłków szlachty w celu uniemożliwienia migracji masom chłopskim po kraju. Co gorsza, wśród samych jaśnie panujących zakiełkowało ziarno największej zdrady - INTELEKTUALIŚCI! Te wykształciuchy zaczęły podjudzać robotników do rewolucji, głosząc hasła równości i braterstwa. Modnym sloganem stał się socjalizm.
Wtedy to konserwatyści wpadli na genialny pomysł - co tam ideały, czas na Realpolitik! Ukradniemy socjalistom ich program wyborczy (ah, zapomniałem, że w międzyczasie tylnymi drzwiami wkradła się d***kracja), i wprowadzimy nasz własny monarchiczno-zachowawczy socjalizm, hurra! Jak pomyśleli, tak zrobili, socjaliści przestali być już groźni, skoro wszystkie punkty ich programu co do jednego wykonali pieczołowicie tacy wspaniali przedstawiciele Prawicy Zachowawczej Że Hej, jak Otto von Bismarck. Ba, niektórzy w porywach wprowadzali nawet ideały feu...tfu, korporacjonizmu, jak niejaki Benito Mussolini, do którego się konserwatyści z rzadka przyznają, co najwyżej przez pokazowe noszenie czarnych koszul.
Jak więc widać, idealizm nie jest najmocniejszą stroną zachowawców, zawsze starają się brać stronę zwycięzców, chyba że grozi im całkowita utrata wiarygodności i odrębności.
Tak jak dzisiaj. Obecnie konserwatyści z przekąsem i bez przekonania popierają niby wolny rynek i kapitalizm, ponieważ socjalizm (który pomagali wprowadzać przed wiekiem) posunął się już tak daleko, że samo istnienie doktryny konserwatywnej jest zagrożone przez ten przeklęty postęp. Oczywiście nie przeszkadza im to pisać zjadliwych (choć bardziej śmiesznych) tyrad pod adresem tzw. liberalizmu, mieszając swobodnie pojęcia permisywizmu, progresywizmu, libertynizmu, welfare-statismu, leseferyzmu i libertarianizmu - wszystko wrzucając do jednego wora z napisem ZŁO.
Nie rozumieją, że liberalizm ekonomiczny nie może istnieć w oderwaniu od wszelkiego innego liberalizmu, czyli zwyczajnie wolności działania, a najlepszym gwarantem tejże jest nienaruszalność własności prywatnej. Ale co o własności prywatnej może wiedzieć płaczliwy złamas, który szczyci się pochodzeniem od feudalnych zaborców?
Otóż konserwatyzm i ta cała "prawica zachowawczo-monarchistyczna" nie ma nic wspólnego ani z wolnością (którą się brzydzi), ani z prawdziwym ładem naturalnym, którego zaprzeczeniem jest każda interwencja siłowa. A w przypadku tej ostatniej konserwatyści i socjaliści idą ramię w ramię.

3 komentarze:

  1. Warto tu dodać, że wymarzony przez miłośników "Tradycji" model społeczny nie przystaje do realiów ich ulubionej epoki, czyli Średniowiecza. Chociaż na kartach kronik i traktatów pisanych przez ówczesnych intelektualistów mamy do czynienia z idealnym trójpodziałem wręcz Dumezilowskim, rycerstwo wyłania się bowiem ze źródeł (przede wszystkim dyplomów) jako klasa nie z urodzenia, ale zawodowa - klasa zobowiązanych do służby konnej posiadaczy lenn. Np. na Śląsku do warstwy tej przez cały wiek XIV przenikali mieszczanie, wchodząc w posiadanie lenna i przyjmując herb. Jednocześnie, książę obracał w chłopów niepotrafiących wywiązać się ze zobowiązań militarnych lenników. Dopiero pod koniec XV wieku pojawia się wywód szlachectwa z urodzenia oraz wyłączność lenn dla szlachty. Skostniały feudalizm, który staje się przedmiotem pochwały tradycjonalistów, ma stosunkowo późną, bo nowożytną proweniencję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się w ogóle zastnawiam co to za konserwobzdura typu "wolność, ale nie światopoglądowa". Moje poglądy to moja własność i nikt nie ma prawa w nie ingerować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Konserwatyzm jest wspaniały i słuszny, ale tylko wtedy gdy nie narusza wolności. Kto stawia "tradycję" i "obyczaje" nad wolność to zwykły faszysta i tyle.

    OdpowiedzUsuń