Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antykapitalizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antykapitalizm. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 września 2012

Anatomia umysłu lewaka

Człowiek. Przychodzi na świat, wyposażony w 5 zmysłów i rozum, narzędzia niezbędne do przetrwania w świecie - jednakże żadnego z nich u zarania swojego istnienia nie jest w stanie używać. Każde z nich musi wytrenować w żmudnym procesie uczenia się i koordynowania działania ich wszystkich do poznawania rzeczywistości - i posługiwać się nimi w niej tak, by przetrwać. Pierwsze 2 lata życia człowieka, to właśnie okres radykalnego rozwijania władztwa nad swoimi zmysłami, kontrolą swojego ciała i systemu nerwowego poprzez umysł, by wypracować zautomatyzowane odruchy, pozwalające poruszać się, skupiać wzrok, słuch i reagować na bodźce. Pod tym względem człowiek tutaj nie wyróżnia się zanadto od zwierzęcia. Dopiero kolejne lata to okres, gdy rozwija się u człowieka coś, co nazywamy myśleniem abstrakcyjnym, kojarzeniem faktów, tworzeniem konceptów. Ale ten proces nie jest automatyczny. Człowiek zmuszony jest się go nauczyć, a jeśli nie zdoła tego zrobić przed osiągnięciem wieku dojrzałego, nie uzyska pełnego potencjału umysłowego, by radzić sobie z rzeczywistością.
I to jest zasadniczy problem z dzisiejszym światem i kulturą intelektualną.
Dzieci, w momencie osiągnięcia wieku, gdy są najbardziej wrażliwe na nabywanie nawyków posługiwania się umysłem, trafiają zazwyczaj do żłobków - państwowych instytucji, gdzie są zbite w jedną hordę, jeden kolektyw bezrozumnych malców, i poddane autorytarnej kontroli ze strony tzw. opiekunek. W jednej chwili pozbawione są poczucia ego, oczekuje się od nich bycia częścią kolektywu. Zamiast rozwijać newralgiczne potrzeby umysłu, takie jak kojarzenie faktów pochodzących ze zmysłów, rozumienie przyczynowości i logiki, pod opieką rodzica, a więc osoby najpełniej znającej potrzeby i potencjał dziecka, jest ono zostawione na pastwę obcych osób, które żadnej motywacji do indywidualnego zajmowania się każdym z dzieci nie posiadają. Dziecko jest zmuszane do uczestnictwa w zbiorowych ogłupiających rytuałach, gdzie nie ma miejsca na logikę ani na samodzielne myślenie, autorefleksję czy poszukiwanie prawdy.
Oto pierwszy krok umysłowej kastracji, jakiej poddawane są dzieci w naszej kulturze od przeszło pół wieku. Najlepszy okres rozwoju umysłowego dla nich - wiek od 2 do 5 lat, kiedy uczą się korzystać z rozumu, to zazwyczaj okres bezpowrotnie stracony w państwowych żłobkach i przedszkolach, i z rodzicami zbyt zmęczonymi pracą, by choć próbowali odratować część potencjału dziecka po godzinach pobytu w nich.
Mówię to zainspirowany lekturą najlepszego eseju genialnej Ayn Rand, a mianowicie "Comprachicos", dostępnego w zbiorze "Powrót Człowieka Pierwotnego". Jest to kompletna analiza powstawania kastrata umysłowego, i z takiego właśnie kastrata wyrasta podczłowieczy twór, określany mianem lewaka.
Dlaczego podczłowieczy? Albowiem człowiek to istota rozumna, w pełni korzystająca z dostępnych mu narzędzi poznawczych i integrujących wiedzę o rzeczywistości obiektywnej. Lewak tej umiejętności nie posiada - nie potrafi zintegrować faktów w spójną logicznie całość i wyciągnąć wniosków nt. swojego życia, celów i środków, jakie należy zastosować, by realizować swój człowieczy potencjał. Nie jest w stanie wypracować spójnego systemu wartości, ponieważ rzeczywistość, jaka go otacza, jest dla niego niezrozumiała, wręcz wroga. Nie rozumie łańcuchów przyczynowo-skutkowych, np. skąd bierze się dobrobyt. Nie rozumie skomplikowanych społecznych instytucji, jak rynek. Jego inteligencja zatrzymała się właśnie na poziomie przedszkolaka - a więc w okresie, kiedy kastracja umysłu została wykonana. Stąd też przedszkolny sposób rozumowania u lewaka - przedszkolne postrzeganie celów, i przedszkolne proponowanie środków do osiągnięcia ich. Np. Ludzie są biedni? Bo ludzie nie mają pieniędzy. Więc dodrukujmy je. Ludzie mało zarabiają? Wina pracodawców. Nakażmy im płacić pewną minimalną stawkę. Ta osoba jest bardzo bogata? Więc niech się podzieli, przecież nie straci.
A kto ma to wszystko narzucić? Ano PAŃSTWO - w umyśle lewaka PANI OPIEKUNKA. Dobra, tuląca pani, istniejąca poza czasem, poza przyczyną. Po prostu zawsze tam gdzie ty. Lewaku. Czyż nie?
Skrzywdzony, uszkodzony umysł 5-latka, niepotrafiący integrować faktów, ani wyciągać logicznych wniosków dot. rzeczywistości, jest plastyczną masą, gotową do dalszego urabiania w szkole. Oczywiście państwowej, a jakże. Skomasowana ilość niepowiązanej logicznie, oderwanej od wszelkiego sensu, wiedzy, wtłaczana jest w bardzo nieefektywnych warunkach, bardzo nieefektywnymi sposobami, w młode umysły, z jednym tylko efektem. By obrzydzić wiedzę jako taką, i znieczulić uczniów na jakiekolwiek dalsze intelektualne ambicje. Skąd więc takie zdziwienie, że uczniowe są apatyczni, niezainteresowani lekcją, agresywni? Nie powinno być żadnego zdziwienia. Tak uformowany młody umysł jest nastawiony anty wobec intelektu i wiedzy, co przejawia się nader często w szykanach ze strony kolektywu klasowego wobec tych nielicznych dzieci, które potrafią czytać, lubią zdobywać wiedzę na własną rękę, i przez to w klasie uchodzą za kujonów. Jeśli do tego potrafią myśleć niezależnie i zadają pytania, to biada im, ponieważ nauczyciel, sam będący kastratem umysłowym, również będzie ich tępił. Takie dziecko dostaje wyraźny sygnał - nie kwestionuj autorytetu, i nie dąż do prawdy, gdyż jak widzisz jest to nieistotne, a tylko powoduje kłopoty i szykany.
Jaki efekt mamy po latach podstawówki wśród mas nastolatków? Niechęć do wysiłku intelektualnego, samodzielnego myślenia, apatię i nieufność wobec ciał pedagogicznych - a więc i również wszystkich ludzi wykształconych. Bezpiecznie jest tylko w stadzie, tylko w kolektywie, ale czym ten kolektyw ma się kierować? Pozostaje ślepy bunt wobec autorytetów, a więc również wszelkiej wiedzy czy dyscypliny intelektualnej. Nastolatek przesiąknięty jest urywkami pewnej wiedzy, najczęściej fałszywej, i nie dotyczącej realnej rzeczywistości, a brakuje mu jakiegokolwiek usystematyzowania w logiczną całość tego, co wartościowe mógł nieopatrznie zdobyć. Jeśli nie przejawia talentów do nauk matematycznych i nie wybiera się na politechnikę, to z pewnością kierując się modą i presją kolektywu, wybierze kierunek humanistyczny. I to będzie końcowy etap prania mózgu. Uformowany zostaje osobnik, którego umysł nie jest umysłem zdrowego człowieka.
Lewak par excellence. Niezdolny do sformowania ani jednej logicznej myśli; niezdolny do opisania rzeczywistości taką, jaką jest; niezdolny do zdrowych osądów; niezdolny do przekazywania wartości; niepotrafiący ich zidentyfikować; niezdolny do zainspirowania innych do rzeczy wielkich; niezdolny by żyć życiem pełnym; niezdolny by istnieć. Lewak. Epistemologiczny oszust. Metafizyczny odpad.

Ostre słowa? Zbyt ostre? Nie sądzę.
Tak uformowany osobnik naturalnie będzie nienawidził wszystkich lepszych od siebie - a więc osób potrafiących logicznie myśleć, posiadających klarowne i twarde przekonania, i potrafiących je uzasadnić, uważających się za osoby moralne i dumnych ze swoich osiągnięć. Będzie więc nienawidził osoby wolne i niezależne, nie dające nagiąć się do jego mistycznych, bezsensownych, alogicznych humorów i żądań. Będzie nienawidził wolności, racjonalności i trwałości słusznych przekonań. Więc wyruszy na krucjatę, by te wartości zniszczyć, lub zamazać w ten sposób, by przestały być wartościami. I już im się to prawie udało. A jednak raz po raz spontanicznie dają o sobie znać ci, którzy złamać się nie dali - być może uniknęli żłobka, przetrwali odmóżdżenie i kolektywistyczny terror przedszkola, a potem szkoły. Pęd do wiedzy nie został u nich zdławiony, i jakimś cudem nabyli wystarczające umiejętności logicznego myślenia i integracji faktów. Rzeczywistość nie jawi się im jako chaos i matnia, ale jako zestaw stałych praw, które można rozumowo poznać i następnie przekształcać ją wedle naukowej wiedzy na swój użytek. Zdają też sobie sprawę, że tak, jak istnieją stałe prawa fizyczne - tak istnieją stałe prawa ekonomiczne, których humorzaste fochy 5-latków nie mogą skutecznie nagiąć, nawet z pomocą autorytarnej machiny państwowej. Ponieważ gospodarka to rezultat racjonalnego działania, mającego na celu poprawę warunków bytowych uczestniczących w nich ludzi, nie poprawią się one od życzeniowego myślenia antyobiektywnych mistyków, ani od decyzji równie podludzkiej urzędniczej sfory. Zrobić to mogą tylko prawdziwi ludzie, wymieniający się prawdziwymi, wypracowanymi przez siebie, wartościami. Wartość za wartość. Nie - wartość za brak wartości. Czy - wartość za antywartość. Żaden zdrowomyślący człowiek nie przyjmie takiego targu. Stąd też wyjątkowazaciekłość ze strony podludzi w zwalczaniu tzw. stosunków kupieckich, czy też stosunków monetarnych w społeczeństwie. Taka pogarda dla "mentalności burżuazyjnej" - czyli właśnie racjonalnej, obiektywnej wymiany realnych wartości. Mistycy śnią o świecie, gdzie nie ma żadnej wartości, a obraca się pustką. Gdyż oni tylko pustkę są w stanie z siebie wydać. Strach, paniczny strach przed obiektywną rzeczywistością i zmierzeniem się ze stałością praw, przy których są niczym ze swą namiastką mózgu - sprawia, iż jedyne, czego pragną, to anihilacja całej rzeczywistości obiektywnej. Ale nawet oni wiedzą, że mogą to zrobić tylko w przenośni - przez zniszczenie umysłów ludzi racjonalnych w taki sposób, by przestali oni tę rzeczywistość dostrzegać. Stąd potrzeba niszczenia umysłów od małego. Osobnik z niesprawnym umysłem, który wątpi we wszelki obiektywizm, we wszelką prawdę o świecie, którego napawa strachem wszelka twarda skupiona myśl - on będzie skazany na łaskę jego panów, antyfilozofów, szafarzy intelektualnego nihilizmu - i jego świeckie ramię, polityków i fuhrerów.
Hordy tak spreparowanych zombie, niemogący być pewnymi na 100% niczego, z łatwością dadzą się zniewolić mistykom i ich przedszkolnej projekcji totalnego państwa. No bo przeciw czemu protestować? Jest dobrze, jest fajnie, po co myśleć - przecież boli. Świat był, i będzie. Samo się zrobi. Albo oni zrobią, rozkażemy im i zrobią. Wolność? Nie rozśmieszajcie mnie.

sobota, 23 kwietnia 2011

Ideologia młodego lewaka

@Arjozof Spytam jeszcze raz, czy Ty czytasz to co piszesz? Misesa i Hayeka nikt dziś nie bierze na poważnie człowieku, poza sektami w postaci kurwinistów. Obaj nie sięgają do pięt Keynesowi, którego idee były wcielone w życie i sprawdzały się świetnie. Oczywiście tylko do pewnego czasu, bo "kapitalizm z ludzką twarzą" to był twór tymczasowy, mający zneutralizować klasę robotniczą. Gdy tylko się udało, wrócono do rozwiązań liberalnych, które po 30 latach poniosły totalną klęskę.


autorem jest ten jegomość:
PROFIL NA YOUTUBE

Myślę, że wszelki komentarz jest zbędny. Wiecie, co macie robić :>

wtorek, 29 marca 2011

Antyfaszyzm = faszyzm = antykapitalizm


Nawiązując do audycji kolegi Cokemana o nihilistach, dziś poruszę temat największych nihilistów naszych czasów, formacji opartej wyłącznie o negację istnienia, o nienawiść wobec filarów naszej cywilizacji. Ostatnie zamieszki w Londynie tylko potwierdzają, z kim faktycznie mamy do czynienia.
Nazywają się ruchem antyfaszystowskim, ale wystarczy popatrzeć na ich logo.
Ich główny motyw, to ANTYKAPITALIZM. Kieruje nimi czysta nienawiść wobec tych, co mają, którzy do czegoś doszli własną pracą i przemysłem, którzy zajmują się handlem i produkcją - a więc zaspokajają żądania konsumentów. Po co antykapitalistyczny bandyta miałby demolować salon Porsche, supermarket, placówkę banku itd? Ponieważ on nienawidzi naszej cywilizacji - opartej na dobrowolnej wymianie owoców pracy między ludźmi, do tego z pomocą pieniądza. O tak, pieniędzy te czerwone pijawki nienawidzą szczególnie. Co prawda my, libertarianie, papierowego pieniądza też nie darzymy szczególną sympatią, ale cofnięcie się do barteru byłoby cywilizacyjną katastrofą. I tego właśnie antyfaszysta pragnie. Ci jaskiniowcy chcą widzieć ludzkość na kolanach, przymierającą głodem, a gospodarkę na poziomie przedindustrialnym. O tak, wtedy nagle oni staną się ważni, staną się fajni - do nich ludzie zwrócą się o pomoc. Albowiem im chodzi tylko o kult przemocy - za sloganem 'antyfaszyzm' nie stoi humanitarna troska o byt i rozwój człowieka, ponieważ będąc antykapitalistą, antyfaszysta od razu określa siebie jako wroga człowieka. Te slogany są tylko pretekstem do tego, co antyfaszyści robią najlepiej - do rozpierdolu i demolki. Czysto jaskiniowy kult przemocy, to jest właśnie to, co definiuje antyfaszyzm. Czy coś wam to przypomina? Mnie to przypomina faszyzm czystej wody. Ponieważ antyfaszyzm, to tak naprawdę faszyzm, tyle że anty. Skoro już ustaliliśmy, że antyfaszyści to w rzeczywistości faszyści, i z włoskimi oraz niemieckimi protoplastami łączy ich nienawiść do kapitalizmu, liberalizmu i człowieka, kontynuujmy naszą analizę. Faszysta, którego motywuje jedynie przemoc, zawsze szuka wodza, lub sam pragnie być wodzem. I stąd ich próby rozsadzenia cywilizacji, ponieważ gdy cywilizacja upada, a odradza się barbarzyństwo - to najsilniejsi i najbardziej brutalni dochodzą do władzy jako watażkowie. Slogany pokoju i braterstwa nagle ustepują nagiej przemocy. Twój faszystowski kolega w dredach i pacyfce, co niedawno jeszcze kradł coca-colę z osiedlowego sklepu, teraz uzyskuje status siepacza, mającego za zadanie utrzymać antyfaszystowski porządek - rezultatem są masowe mordy np. za używanie pieniądza, czy niechęć do podzielenia się jedzeniem. Prawo maczugi gwałci prawo naturalne. Dobrowolność jest odgórnie zakazana, wszystko musi być zgodne z wolą ludu, a więc z wolą antyfaszystowskiego guru i jego siepaczy, pragnących jedynie kraść i żyć kosztem niewolniczej pracy ludzi.

Tego typu jaskiniowe resentymenty rzecz jasna nie ograniczają się jedynie do zdeklarowanych antifowców i reszty faszystowskiego ścierwa, ale wyznaje je w mniejszym lub większym stopniu każdy pracownik sektora publicznego, co protestuje przeciwko cięciom budżetowym czy to w Londynie, w Grecji czy w Wisconsin. On żyje z tego, że okrada i rabuje podatnika, a więc produktywnego przedstawiciela społeczeństwa. On jest przeświadczony, podobnie jak czerwony faszysta, że mu się należy, ot tak, po prostu, i inni mają niewolniczo mu służyć. Bo inaczej w ryj - a więc protesty i demolka prywatnej własności. Nawet zwierzęta się w ten sposób nie zachowują. Jest to mentalność wirusa, który niszczy organizm żywiciela, mnożąc się w tempie astronomicznym, a po śmierci gospodarza, czeka w uśpieniu aż znajdzie się kolejny naiwniak, który dostarczy świeżej krwi.
Nienawidzący istnienia mają za cel tylko niszczyć, oczywiście wycierając sobie gębę nośnymi hasłami, jak walka z wyzyskiem, ochrona matki ziemi, Rage Against Kapitalism i podobne bełkoty - ale cel jest jeden. Gospodarka przemysłowa w ruinie, ludzkość masowo głodująca i na kolanach. Wtedy faszyści mogą wprowadzić bezkarnie czerwony terror, jak w Hiszpanii w latach 30tych, i realizować swój jaskiniowy ideał społeczeństwa na łasce wodza z maczugą.

środa, 10 listopada 2010

Od @kapitalisty do @komunisty... Czyli krótka droga od libertarianizmu do faszyzmu


Interesująca jest historia Krzysztofa Sz. Pamiętam go jeszcze, jako modalnego libertarianina, nieźle oczytanego w standardowej literaturze (Mises, Hayek, Rothbard), o otwartym umyśle i zdroworozsądkowych poglądach bez uprzedzeń. Jedyne, co mogło wywoływać niepokój wśród osób natrafiających na Krzysztofa w internecie, były jego narkoopowieści. Krzyś eksperymentował właściwie ze wszystkim, co dało się zdobyć na czarnym rynku i bujnie opisywał doznania po zażyciu. Cóż, dla mnie to było obojętne, w końcu każdy ma prawo dążyć do własnego szczęścia, i państwo nie może mu w tym przeszkadzać. Pod wpływem, czy nie - razem oraliśmy wszelkiej maści etatystów, socjalistów, faszystów, lewaków i demokratów, stosując typowy arsenał w rzeczowej libertariańskiej batalii - czyli austriacką szkołę w ekonomii i prawonaturalizm. Wydawało się, że takie pojęcia, jak wolny rynek, kapitalizm, libertarianizm, czy nawet konserwatywny-liberalizm, rozumiemy identycznie i utożsamiamy się z nimi. Krzysztof nawet był współzałożycielem toruńskiego Stowarzyszenia Młodzi Libertarianie, co się ceni, pomimo braku wyraźnych sukcesów tejże organizacji w trakcie jej działalności.
Mój kontakt z narkotykowym Krzysiem (jak i z narkotykami) jednakże w pewnym momencie osłabł. Krzysztof zaczął pracować w firmie ojca, i ostatnie, co zapamiętałem, było "Jedyną nadzieją jest agoryzm...". Cóż, dobre i to, pomyślałem, i zająłem się własnymi sprawami.
Jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku latach doniesiono mi, iż radykalny anarchokapitalista Krzysztof Sz. deklaruje się teraz mianem anarchokomunisty, "społecznego anarchisty", radykalnego lewicowca i antykapitalisty! Czytając jego przesiąknięte marksistowskim polilogizmem komentarze na portalu liberalis.pl, wprost nie mogłem uwierzyć, iż to się dzieje naprawdę! Prawdziwy dyskordianizm! Co więcej, Krzyś, jak na prawdziwego lewicowca przystało, faktycznie uwierzył w spisek Wielkiej Hordy Skrajnie Prawicowej Patologii, która czyha, by tylko zniewolić ludzkość w kleszczach libertariańskiego-faszystowskiego terroru. O tak, skrajna prawica (zło, jak wiadomo) to sojusz libertarian, kapitalistów, etatystów, nazistów i Korwina przeciwko ludziom pracy, nikczemnie alienowanym od produktu swej pracy, i wyzyskiwanym psychicznie przez kapitał. Nawet jeśli ludzie pracy zarabiają więcej, niż występni kapitaliści, to i tak są wyzyskiwani - co do tego Krzysztof nie ma wątpliwości. Jedynym rozwiązaniem jest: a) formowanie sportowych bojówek antyfaszystowskich; b) kooperatywy.
Ta pierwsza propozycja wynika rzecz jasna z aksjomatu nieagresji, opacznie rozumianego przez radykalnie anarchokomunistycznych ex-libertarian, jako przyzwolenie na bicie smutnych, ubranych na czarno chłopaczków, lubiących sobie pomaszerować czasem przy dyskotekowych rytmach zespołu Von Krasnal. Wielkie zagrożenie, jakie rzekomo niesie wolność zgromadzeń i manifestacji jednostronnie klasyfikowanych jako "faszystowskie", musi zostać zażegnane inicjacją agresji przez bojówki walczących z faszyzmem "sportowców". Oczywiście, wg logiki Krzysztofa et consortes, faszyzm = kapitalizm = libertarianizm, więc konsekwentnie kolejnym krokiem będzie napadanie na ulicach na panów podejrzewanych o sprzyjanie bożkom kapitału, bądź na młodych działaczy UPR (starsi noszą broń palną, więc lepiej nie ryzykować). Przecież w końcu faszyzm - no pasaran.
Wymarzonym światem dla tych idealistów, którzy onegdaj wierzyli w wolność jednostki i własność prywatną, jest rzecz jasna świat tychże cech pozbawiony. Słowo-klucz: KOOPERATYWA. Po polsku - spółdzielnia. W jaki sposób ta skompromitowana w PRLu forma własności staje się lekiem na całe zło kapitalistycznego świata wyzysku w umysłach "społecznych anarchistów"? Cóż, każdy, kto czytał Kevina Carsona wie, że ekonomista z niego żaden, i teorii austriackiej, pomimo wycierania nią sobie gęby, nie zrozumiał ani na jotę. W przypadku teoretyków kooperacjonizmu, jest jeszcze gorzej. Nie znają oni najwyraźniej pojęć "podział pracy", "przewaga komparatywna", "specjalizacja" czy "zdyskontowany krańcowy produkt pracy". W kooperacjonistycznej utopii każdy pracownik (vulgo: prol) jest jednocześnie kowłaścicielem, kokapitalistą i komenadżerem, kozarządzającym kofirmą, pardon, kooperatywą. Oczywiście wszelkie decyzje odnośnie zarządzania są podejmowane w sposób jedynie słuszny, niepodlegający debacie i w ogóle tylko podły człowiek może kwestionować wkład Lecha Wał...TO ZNACZY, w sposób demokratyczny. Równość, równość ponad wszystko. Ok, jak tam sobie chcecie. Niestety, problemem polilogicznych marksistów, do jakich niewątpliwie należą anarchokomunistyczni zwolennicy kooperatyw, jest to, iż nie zostawią nas w spokoju, zamykając się w spółdzielni. Nie - oni chcą ZMUSIĆ całą gospodarkę do funkcjonowania w oparciu o kooperatywy, oczywiście wyłącznie na ich własnych zasadach. Bo inaczej to będzie wyzysk, rabowanie wartości dodatkowej, alienacja i faszyzm. Dlatego też, obawiam się, Krzysztof na czele bojówki "sportowców" będzie pilnował, jak to w latach 30. w Hiszpanii gdzie ruch anarchistycznych kooperatyw osiągnął apogeum, by ludzie przypadkiem nie posiadali a to własnych pieniędzy (służą do wyzysku), a to środków produkcji (służą alienacji), tylko wszyscy jak jeden mąż kooperowali w przydzielonych im kooperatywach. Ot tak, w magiczny sposób.
Narzucanie innym swoich poglądów siłą można od biedy nazwać właśnie faszyzmem, i to zjawisko jaskrawo zachodzi przy próbie dyskusji z takim antykapitalistą, przerażonym praktyką pracy najemnej, prywatnej własności kapitału i inwestycji w akcje spółek. Nie dociera do niego, że w warunkach wolnorynkowych spółka akcyjna jest właśnie kooperatywą - tyle, że opartą o najbardziej optymalne i efektywne wykorzystanie czynników produkcji: różnorodnych ludzkich talentów i heterogenicznego kapitału. Większość ludzi nie ma predyspozycji, ani nie myśli nawet o interesowaniu się i angażowaniu w zarządzanie procesem produkcyjnym - woli używać swoich oczywistych talentów, zatrudnionych przez menadżerów w sposób najbardziej optymalny, uzyskując za to wynagrodzenie zwane płacą. Z kolei ci, którzy mają ambicje zarządzać i są w stanie zweryfikować swoje umiejętności na rynku, nie są w żaden magiczny sposób powstrzymywani przed wykorzystaniem swojego talentu w tym aspekcie przez sprzymierzone siły lichwy i kapitału - a raczej przez aparat państwowej represji, regulujący działalność gospodarczą i paraliżujący ją. Spółka akcyjna również pozwala na "głos ludu" - walne zgromadzenia akcjonariuszy przecież opierają się o głosowanie, tyle że waga głosu każdego współwłaściciela zależy od kwoty zainwestowanego kapitału (ilości posiadanych akcji), i nikt nie ma z definicji po równo. Nie ma darmowych głosów!
To chyba najbardziej boli tych lewaków od kooperatyw. Fiksacja na punkcie równości i "demokracji" nie pozwala im zrozumieć, iż to wolny rynek ze spółkami akcyjnymi, jak i firmami z jednym właścicielem, firmami rodzinnymi, firmami partnerskimi, a nawet spółdzielniami, jest najbardziej demokratycznym systemem, a że rzeczone spółdzielnie przegrywają konkurencję nie wynika ze spisku światowego kapitału, tylko z wrodzonej nieefektywności tej formy własności w SŁUŻENIU KONSUMENTOM. Niestety, ten element układanki zwanej gospodarką - zaspokajanie potrzeb konsumentów - to sól w oczy idealisty-"społecznego anarchisty". On po prostu nienawidzi bliźniego swego, który śmie coś od niego kupić! I do tego wybrzydza, że jakość słaba, a cena za wysoka, bo u pana Zenka za rogiem lepszy geszeft by zrobił. Widocznie pan Zenek angażuje się w wyzysk i jest w spisku z wielkim kapitałem, bo dostał niżej oprocentowany kredyt, i przez to wygryza uczciwie działającą kooperatywę, realizującą ideały kozarządzania, kowłasności, i wypłacającą godziwe kopensje bez wywoływania alienacji u kopracowników.
Wracając do osoby Krzysztofa, myślę, że przedstawiłem w miarę uczciwie stan psychiki tego człowieka, jako przedstawiciela "społecznego anarchizmu" i kooperatyzmu. Urojenia, fobie, uprzedzenia wobec społeczeństwa burżuazyjnego i kapitalistycznej organizacji produkcji, oparte na marksistowskim dialektycznym profetyzmie (czyt. bełkocie) - to podstawa rozumowania, jakie obecnie reprezentuje ten były libertarianin. Te same uprzedzenia i nienawiść żywili niemieccy narodowi-socjaliści, żywią ją współcześni działacze ekologiczni, oraz członkowie organizacji nacjonalistycznych pokroju Falangi - których nasz Krzysztof tak nienawidzi, obawia się i chce neutralizować fizycznie, mimo, iż metafizycznie bliżej mu do smutnych chłopców w czarnych koszulach, niż do jakiegokolwiek innego towarzystwa. Antyfaszyzm, to po prostu faszyzm, tyle że anty.
Czy przemiana z libertarianina w radykalnego lewaka, to skutek nadużywania przez Krzycha narkotyków? Trudno uwierzyć, iż uwiąd rozumu i rozwój paranoi antykapitalistycznej mógł nastąpić powodowany głębszą intelektualną refleksją. Sprawdza się także stara teoria, iż najbardziej idealistyczni radykałowie lewicowi wywodzą się z dobrych burżuazyjnych rodzin, by wspomnieć takie osobliwości, jak znany z "Młodzieży Kontra" Kacper Kutrzeba, czy pewien skrzypek-komunista z Warszawy. Ich idealizm najczęściej pada w starciu z rzeczywistością i pierwszym wytryskiem w ciele partnerki, ale gdy umysł jest przenicowany działaniem narkotyków, być może ta rzeczywistość z trudnością doń dociera. W każdym razie, w takim towarzystwie przyszło mi Krzysztofa umieścić, i powodem do dumy być to nie powinno.

spisał
Po kryjomu sprzyjający skrajnie prawicowej patologii...