Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolny rynek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolny rynek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 października 2013

Ludwig von Mises [*] 40 lat


40 lat temu, 10 października 1973, zmarł Ludwig von Mises, największy ekonomista XX wieku. "Jego dzieła przesycone są duchem wolności (...) Mamy wobec niego trudny do spłacenia dług" - jak rzekł Ronald Reagan.
I istotnie. Nie było w historii bardziej oddanego bojownika o prawdę, logikę, właściwą metodę w ekonomii - i jednocześnie stojącego na straży ideałów cywilizacji zachodniej: wolności i własności prywatnej. "Jeśli historia mogłaby nas czegokolwiek nauczyć, to niewątpliwie tego, że żaden naród nie stworzył wyższej cywilizacji bez poszanowania prawa do posiadania własności prywatnej." - jak brzmi jego słynna wypowiedź, lub podobna, choć bardziej dosadna - "Albo prywatna własność środków produkcji, albo głód i nędza dla wszystkich.".
Mises urodził się we Lwowie, w Galicji, w 1881 r., w rodzinie niemieckich żydów, ale otaczała go polska lwowska elita intelektualna, i takim też klimatem przesiąknął za młodu, podobnie jak jego późniejszy mentor i twórca szkoły austriackiej, Carl Menger z Nowego Sącza. Klimat tolerancji, otwartości i charakterystycznej polskiej iskry w myśleniu odcisnął swoje piętno na młodym Misesie, i podobnie jak cywilna odwaga i nieustępliwość w głoszeniu prawdy, to polskie cnoty rycerskie, które Mises pielęgnował aż do śmierci. Nie zapominajmy o tym.
W Polsce mamy Instytut imienia Ludwiga von Misesa, założony 10 lat temu i popularyzujący myśl swego patrona i innych przedstawicieli szkoły austriackiej w ekonomii. Sztandarowym przedsięwzięciem Instytutu było przetłumaczenie i wydanie opus vitae Misesa, czyli traktatu Ludzkie Działanie: Traktat o Ekonomii,
kompletnego wyłożenia dopracowanej przez 40 lat pracy naukowej teorii ekonomicznej szkoły austriackiej. Jak tylko dowiedziałem się w 2006 r., że Instytut Misesa rozpoczyna projekt wydawniczy tego dzieła, natychmiast wsparłem go subskrypcją i posiadam unikalny egzemplarz z imiennymi podziękowaniami. Jest to ikona myśli ekonomicznej, dzieło totalne. Ale też ciężkie dla laika, gdyż Mises, przedstawiciel XIX-wiecznej europejskiej elity intelektualnej, pisał "Ludzkie działanie" z założeniem, że czytelnik będzie osobą wykształconą na podobnym, jak on, poziomie. Stąd też nie polecam brać się za ten traktat w pierwszej kolejności, by poznać Misesa, jego myśl i szkołę austriacką w ekonomii.
Znacznie lepiej na początek sięgnąć po jego bardziej publicystyczne książki.
"Liberalizm w tradycji klasycznej" to bardzo przystępne i ciekawe wyłożenie idei klasycznego liberalizmu, pokazanie, że wolna gospodarka i wolne społeczeństwo, wolne od państwowej interwencji i zamordyzmu, są niezbędnymi elementami rozwoju i postępu: tak gospodarczego, jak i kulturowego i cywilizacyjnego. W sposób bardzo błyskotliwy Mises obala mity i uprzedzenia
antykapitalistyczne, które różnej maści pseudomyśliciele rzucali przeciwko liberałom i filozofom od czasów antycznych. Pokazuje, że wszelkie formy interwencjonizmu i systemy polityczne oparte na przemocy, a więc komunizm, socjalizm i faszyzm, zamiast pomóc społeczeństwu i gospodarce - niszczą je, wbrew intencjom swoich zwolenników. Jest to bardzo ważna pozycja w bibliografii Misesa.
Wątek błędnego koła interwencjonizmu państwowego Mises kontynuuje w książce "Interwencjonizm". Wskazuje na ważną rolę, jaką spełnia kalkulacja ekonomiczna w gospodarce rynkowej, jak rynek koordynuje działania prywatnych podmiotów - uczestników rynku, i jak siłowa ingerencja urzędników w rynek i we własność prywatną zakłóca tą koordynację. Krytykuje takie pomysły polityków, jak kontrola cen, ceny maksymalne, płace minimalne, podatki, oraz inne doraźne regulacje rządowe, które wywołują zniekształcenia, wymagające kolejnych regulacji, itd., aż nastąpi całkowita regulacja życia gospodarczego i system gospodarczy zmieni się w socjalizm typu nazistowskiego. Albo socjalizm, albo kapitalizm - nie ma trzeciej drogi, tak brzmi wniosek z ekonomicznej analizy polityki interwencjonizmu.
W książce "Planowany chaos" Mises porusza się nadal w tematyce niestabilności ekonomicznej interwencjonizmu państwa w gospodarkę, i pokazuje, jak socjalizm - czy to w postaci sowieckiej, czy nazistowskiej, nie jest w stanie być wydajnym systemem gospodarczym, ponieważ zakłócona jest w nim kalkulacja ekonomiczna. Planowanie gospodarcze przez różnej maści ciała typu Gosplan skutkuje właśnie CHAOSEM, ponieważ centralni planiści nie dysponują wystarczającymi danymi, by koordynować działania gospodarcze w całym kraju, w każdej fabryce i zakładzie, a brak rynku dóbr kapitałowych z powodu zniesienia własności prywatnej uniemożliwia wycenę tego niezbędnego elementu gospodarki, a więc i alokowanie kapitału do zastosowań najpilniej pożądanych przez konsumentów.
Dlaczego Mises był w stanie na to wpaść i dostrzec daremność socjalizmu, a inni ówcześni ekonomiści albo nie dostrzegali błędu logicznego, jakim jest socjalizm - albo, jak nasz rodak Oskar Lange, uważali, że jest możliwy, bo centralni planiści są w stanie symulować rynek?
Oskar Lange, arcynemezis Misesa
Mises już w 1920 r. przedstawił tezę, iż kalkulacja ekonomiczna w socjalizmie jest niemożliwa, a 2 lata później w dziele "Socjalizm" rozwinął ją w pełnoprawną krytykę, tym samym rozpoczynając tzw. debatę kalkulacyjną z takimi ekonomistami jak Lange. Ok. Ale wracamy do pytania - dlaczego akurat Mises?
Ponieważ był Austriakiem - przedstawicielem szkoły austriackiej w ekonomii, której głównym elementem w metodologii jest podejście subiektywistyczne i indywidualistyczne. To jednostki wyceniają, czego pożądają, i jak bardzo tego pożądają. Ich wartościowania nie mogą być odkryte ani zsumowane przez żadnego zewnętrznego obserwatora, czy właśnie centralnego planistę. Jedynie rynek, system cenowy, jest w stanie przełożyć osobiste, subiektywne wartościowania na postać liczbową za pomocą pieniądza, gdy ludzie chcą wymienić posiadane przez siebie dobra na te pożądane. Pieniądz stanowi narzędzie pomiaru w postaci konkretnych cen dóbr. Wyeliminowanie przez siłową ingerencję państwa któregoś z tych elementów - rynku, pieniądza, własności - uniemożliwia zobiektywizowanie się indywidualnych wartościowań każdego z nas, i wówczas nikt nie jest w stanie powiedzieć, jaki jest faktyczny popyt na jakieś dobro, ani jaka jego podaż. Znika cały obszar informacji gospodarczej. Jak w takich warunkach można cokolwiek "planować"? Nie da się. Centralny planista funkcjonuje w totalnej ciemni informacyjnej. W takiej samej ciemni funkcjonuje każdy urzędnik, próbujący zawiadywać instytucją publicznej służby zdrowia czy edukacji; albo bankiem centralnym, próbującym zgadnąć optymalną cenę kredytu. Daremność biurokratycznego zarządzania Mises wyłuszcza w książce "Biurokracja". Pokazuje, jak bez rachunku zysków i strat nie da się efektywnie kierować żadnym przedsiębiorstwem, i jak instytucje publiczne muszą siłą rzeczy, jako nierynkowe, obrastać biurokracją, korumpować się, stawać się niewydolne - gdyż nie mają żadnych narzędzi weryfikacji swoich działań, którymi dysponuje każdy przedsiębiorca na rynku, zmuszony do służenia konsumentom przez groźbę strat i bankructwa.
Ekonomiści spoza szkoły austriackiej, zwłaszcza ze świata anglo-amerykańskiego, kompletnie nie rozumieli i nadal nie rozumieją subiektywizmu metodologicznego, mimo, iż synteza neoklasyczna zawiera teoretycznie wkład austriacki w tym zakresie. Nadal łudzą się, że można jeśli nie planować centralnie, to przynajmniej wydajnie zarządzać w ramach gospodarki rynkowej państwowymi instytucjami, niepoddanymi dyscyplinie wolnego rynku. Że można optymalnie sterować podażą pieniądza i wpływać na zagregowany popyt. Cóż za arogancja. Mises przestrzegał przed takim hubris, ale rządowi ekonomiści, wychowani na kulcie państwa i apologii państwowego planizmu, nie mają ani krzty pokory. Bo po co? Posady czekają.

Nie zamierzam tutaj przedstawiać całego życiorysu i dorobku genialnego polskiego Austriaka. Zachęcam do odwiedzania witryny Instytutu Misesa i regularnego wpłacania skromnych datków na jego działalność, a być może wkrótce ruszy tłumaczenie i wydanie biografii Misesa, pióra Jorga Hulsmanna "Mises: Ostatni Rycerz Liberalizmu", 1000-stronicowy przewodnik po życiu i twórczości Mistrza, jednocześnie będący kopalnią wiedzy na temat austriackiej szkoły ekonomii.
Nie pozwólmy jednakże, by Ludwig von Mises pozostał ostatnim rycerzem liberalizmu i cywilizacji zachodniej. Sztandar intelektualnej batalii należy unieść, i nie poddawać się złu, ignorancji i ciemnocie - lecz tym odważniej się im przeciwstawić!

środa, 19 września 2012

Dlaczego jesteśmy socjalistami?

Zanim spadną na mnie gromy ze strony gimnazjalnych korwinistów, krótka lekcja historii.
Otóż we wczesnym wieku XIX, gdy wolny rynek, wolny handel, liberalizm ekonomiczny i obyczajowy, to były idee radykalne i rewolucyjne - ich zwolennicy zwykli zasiadać po lewej stronie parlamentu. Stanowili więc lewicę - mówiłem o tym w starej audycji pierwszego sezonu Radia Żelaza. Ta wolnorynkowa lewica reprezentowała siły postępu, siły uprzemysłowienia, indywidualizmu, przedsiębiorczości i podnoszenia standardu życia.
Otóż ci wolnorynkowcy niekiedy używali na określenie siebie miana "socjalistów". Rozumieli przez to nic innego, tylko to, iż inicjatywa rozwiązywania problemów winna tkwić w społeczności - a nie w państwie. Byli więc przeciwnikami etatystów i konserwatystów, obrońców wielkiego rządu i ancien regime'u. Socjalista - a więc zwolennik wolnej społeczności, opartej na dobrowolnych relacjach, dobrowolnych umowach, i powiązanej z innymi społecznościami organicznymi wolnorynkowymi kanałami transakcji. Albowiem to wolny rynek powoduje zacieśnianie się więzi społecznych - a więc sprzyja socjalizacji. Spaja społeczeństwo. Czyni je bardziej ludzkim, bardziej otwartym. W przeciwieństwie do rynku, państwo i jego machina autorytarna niszczy delikatną nić wzajemnych powiązań i wymiany dóbr, usług i informacji. Zastępuje ją hierarchicznym, hermetycznym i biurokratycznym porządkiem, gdzie nie ma miejsca na dobrowolność i konkurencję, ale panuje wyłącznie atmosfera bezwzględnego poddania się rozkazom i procedurom. Jest to antyspołeczna, rozbijająca braterstwo ludzkości, gangrena, wspierana czołgami i artylerią z jednej strony - i wiernopoddańczymi schlebiającymi państwu wykształciuchami z drugiej.
Skąd więc wziął się dzisiejszy zamęt z określeniem "socjalista"? Dlaczego tytułują się nim zwolennicy dużego, totalizującego państwa opiekuńczego - skoro niszczy ono społeczeństwo, a nie sprzyja mu?
Otóż, jak zawsze, dobre, cieszące się ogólnym poważaniem i akceptacją terminy, bywają zawłaszczane przez gangi ideologiczne, które z pierwotnym znaczeniem tych terminów nie mają nic wspólnego. I tak właśnie termin "socjalista" został zawłaszczony przez totalizujący ruch, który owszem, chciał szerzyć postęp, ale metodami etatystycznymi - czyli z użyciem totalnego państwa. Postęp miał mieć postać z jednej strony masowego uprzemysłowienia, gdyż jest to warunek podstawowy wzrostu poziomu życia - ale zwolennicy tego ruchu nie rozumieli, że państwo nie może zadekretować uprzemysłowienia i wdrożyć go ot tak. Miliony ofiar Rosji Radzieckiej, to właśnie rezultat takiego życzeniowego myślenia, gdzie z oczu znikła przyczyna wysokiego poziomu życia na zachodzie - prywatna wytwórczość, prywatne inwestycje, prywatny kapitał, prywatny zysk. Zastąpione państwowym systemem biurokratycznym, masowe uprzemysłowienie Rosji i innych krajów komunistycznych, jak Chiny - to tragedia w wymiarze ludzkim i materialnym.
Drugim elementem postępu w tym ruchu totalniackim miało być równouprawnienie, przede wszystkim kobiet. Przypomnijmy, w jaki sposób wolny rynek zdołał równouprawnić kobiety. Otóż dał im możliwość pracy na własny rachunek, nabywania własności i w ten sposób dał władztwo nad własnym życiem, bez potrzeby posiadania męża, zapewniającego byt. Ale również mężczyźni z najniższych klas w ustroju wolnorynkowym uzyskali wcześniej niedostępne możliwości wzbogacenia się i awansu dzięki swej pracy, przemysłowi i geniuszowi. W związku z tym zamężne kobiety nie miały potrzeby harować na roli, jak w erze przedindustrialnej, tylko wychowywały dzieci w relatywnym dostatku.
Otóż totalniacy, którzy zawłaszczyli dla siebie termin "socjaliści", doszli do wniosku, że jest to zniewolenie kobiet przez mężczyzn, i by równouprawnić kobiety, należy je zapędzić do pracy w fabrykach, oczywiście państwowych. A wówczas dzieci, nie mające opieki rodziców, należy posłać do żłobków, przedszkoli i szkół - też państwowych. A tam uczyć się będą wszystkiego, co potrzebne do dalszego szerzenia postępu, w tym pracy w fabryce - państwowej. Wspaniały plan. Socjalizacja na pełnych obrotach.
Cóż, kto miał okazję poznać realia życia w Związku Radzieckim wie, że wcześniej feudalne, a potem komunistyczne społeczeństwo bynajmniej nie było zintegrowane jak sobie to wymarzyli totalniacy. Pomimo pokazowych marszów różnych kolektywów, i indoktrynowania do życia we wspólnocie, więzi społeczne w ZSRR były słabe i nadwątlone przez ciągłą ingerencję totalnego aparatu państwa. Permanentne zagrożenie donosami i wizytą NKWD czy KGB eliminowało potrzebę międzyludzkiej integracji. Centralnie planowana gospodarka, pełna niedoborów, nie mogła wytworzyć sieci powiązań handlowych, integrujących odległe społeczności. Państwowe próby zastąpienia tych naturalnych rynkowych powiązań metodami biurokratycznymi zaliczały epickie porażki. Społeczeństwo sowieckie było społeczeństwem nieufnym, obojętnym na krzywdę, zastraszonym, apatycznym i permanentnie nieszczęśliwym.
Totalniacy tutaj ponieśli pełną porażkę.

Inaczej starali się to osiągnąć w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. O ile w USA w ogóle termin "socjalizm" u progu XX wieku nie przyjął się jako określenie tych totalniackich prądów, więc zaczęto stosować dawny termin "liberał", to w Europie nie było z tym problemów. Rozwinięte gospodarki rynkowe Zachodu , z silnym i niezależnym sektorem prywatnym, stanowiły pole do zupełnie innego działania dla totalniaków, i o znacznie większym potencjale. Jak powiedział znany totalniak, narodowy-socjalista Adolf Hitler: "Po cóż mielibyśmy nacjonalizować banki i fabryki? Po prostu nacjonalizujemy ludzi!". I to jest klucz do sukcesu totalniaków, którzy ukradli nazwę "socjalista" na swoje potrzeby. Połączenie sektora prywatnego z silną kontrolą państwa. Innymi słowy - faszyzm. Nie dziwi zatem, że po zakończeniu II wojny światowej, wszystkie bez wyjątku gospodarki zachodnie funkcjonują na modłę III Rzeszy. Model gospodarczy jest całkowicie totalniacki - państwo kontroluje każdy aspekt życia gospodarczego, zachowując jednakże pozory istnienia własności prywatnej i rynku. Umożliwia to sektorowi prywatnemu formę kalkulacji ekonomicznej i wyceny dóbr, dzięki czemu nie mamy do czynienia z chronicznym niedoborem i niedostatkiem, jak w ZSRR. Państwo dzięki temu ma żywiciela, którego może - jak sądzi - drenować w nieskończoność, i rosnąć wraz z nim. I to jest dokładnie to, co obserwujemy.
Ale co ze społeczeństwem? Otóż tresura społeczna to podstawa dla totalniaków, zwących się obecnie socjalistami czy socjaldemokratami. Zamiast zostawić więzi społeczne naturalnym procesom wolnorynkowym, totalniacy muszą poprawiać naturę. Stąd pomysł państwowej oświaty, bardzo wcześnie wprowadzony. Tego sektora oni nigdy nie wypuszczą ze swoich rąk - on daje im władzę nad rządem dusz. Muszą urabiać plastyczną masę społeczeństwa sztancą zaaprobowanej, koncesjonowanej państwowej indoktrynacji. Tylko wówczas można powiedzieć, że "znacjonalizowali ludzi" i system może trwać niezmącenie, podlegając hierarchicznej kontroli armii biurokratów i polityków.
Otóż przeciw takim praktykom i takiemu stanowi rzeczy opowiadali się pierwsi prawdziwi socjaliści na początku XIX wieku! Właśnie dlatego, że to nie jest w interesie społeczeństwa. Odbiera mu wolność i możliwość dobrowolnego kształtowania stosunków między jego członkami, wszystko podporządkowując totalnej władzy państwa i jego socjotechnikom.
Dlaczego więc wmawia się nam, że "państwo jest fajne", "podatki są fajne", i tylko w silnym państwie opiekuńczym możemy być "zwartym społeczeństwem" i "celebrować więzi społeczne" i w ogóle?
Nikczemne kłamstwo. Tak, jak zawłaszczyli nazwę - tak chcą zawłaszczyć pozytywne konotacje, jakie wiążemy z terminami "socjalizowanie", "więzi społeczne", "społeczność", "wspólnota". Otóż jedyna zdrowa wspólnota, to wspólnota zbudowana na zasadach dobrowolności i poszanowania drugiego człowieka - i jego własności, owoców pracy. Ta parodia wspólnoty, jaką jest bezimienna zbitka ludzi zapędzonych przez rządzący na danym terytorium gang zwany państwem do harowania na jego rzecz, bynajmniej nie cechuje się zdrowiem i prawdziwymi więziami. Gdy na owoce mojej pracy sąsiad patrzy jak na potencjalny łup, i kalkuluje swój udział w nim, który umożliwia mu system podatkowy - to nie mamy do czynienia ze wspólnotą, tylko z hordą, gdzie silniejszy bierze więcej.
Wojna każdego z każdym, a nie wspólnota - oto rezultat tej przymusowej, państwowej socjalizacji w ramach organizmu zwanego "państwo narodowe", czy "społeczeństwo obywatelskie". Są to obrzydliwe terminy, maskujące prawdziwe intencje ich propagatorów. Narzucenie ludziom systemu zinstytucjonalizowanej grabieży, czyli podatków, i wmawianie im, że tylko solidarne dorzucanie się do wspólnej kiesy tworzy prawdziwie obywatelskie cywilizowane społeczeństwo, to jakiś absurd. A jednak - ten absurd powtarzają do znudzenia media i medialne ałtorytety. Czyli mamy rozumieć, że system dobrowolnej współpracy, gdzie nikt nie ma prawa odebrać owoców pracy drugiej osobie, choćby nosił niebieski mundurek z orzełkiem, to nie jest obywatelskie cywilizowane społeczeństwo? A przecież tak funkcjonowały Stany Zjednoczone od momentu powstania do 1913 r., kiedy to wreszcie w imię postępu wprowadzono podatek dochodowy, wówczas tylko dla bogatych, i tylko rzędu 1%.
Dzisiaj oprócz 18% dochodowego, Polak płaci VAT, akcyzę, i składki na ZUS i NFZ, które redukują go do ubezwłasnowolnionego żebraka, gdy chce wybrać się do lekarza. Wszystko w imię zwartego społeczeństwa obywatelskiego, postępu i walki z wyzyskiem, czy co tam sobie totalniacy wymyślą.
Tymczasem gołym okiem widać, że więzi społeczne w takim systemie rozpadają się, i nie mam na myśli wyłącznie Polski. Najbardziej postępowy pod tym względem kraj na Ziemi - Szwecja. Państwowa polityka "socjalizowania" i opieki nad każdym obywatelem spowodowała, że większość ludzi mieszka samotnie, nie tworzą się nowe trwałe związki, a mężczyzn cechuje wyjątkowa niezaradność i dziecinność myśli. Wojujący feminizm tymczasem uczynił z kobiet skrajnie odpychające osobliwości. Państwowa ingerencja w wychowanie dzieci sprawiła, że Szwedzi nie decydują się na potomstwo, skoro może im ono zostać odebrane przez państwo pod byle pretekstem. Ludzie stali się podobnie nieufni i wyalienowani, jak w ZSRR. Poza biznesem, więzi międzyludzkie traktowane są jak jakiś przeżytek. W ten sposób upada realne, organiczne społeczeństwo.

Dlatego też, jeśli spotkasz się z takimi słowami, jak "wolny rynek powoduje komercjalizację zachowań", "nagradza tylko kupieckie stosunki międzyludzkie" itp. brednie, wiedz, że ta osoba opisuje dzisiejszy system państwowej przemocy wobec społeczeństwa, a nie wolny rynek, który dla społeczeństwa ma zgoła odmienne, pozytywne skutki. I dlatego XIX-wieczni wolnorynkowcy, zwolennicy prawdziwego postępu ludzkości, często nazywali się socjalistami.

Z wolnorynkowo-socjalistycznym pozdrowieniem!

wtorek, 5 kwietnia 2011

Akapowe przemyślenia...

Fragment listu, który napisałem w odpowiedzi jednemu użytkownikowi YT na kwestie związane z anarchokapitalizmem:


To prawda, że wizja wolnorynkowego anarchizmu jest utopijna, i na tym polega utopia - że mamy jasno zdefiniowany cel, do którego dążymy, wybierając najlepsze rozwiązania, ale nie idąc na kompromisy, które zawracają nas z tej drogi. Czyli np. popieramy obniżki podatków, ale już nie obniżkę jednego, a podniesienie drugiego.
Państwo minimalne - a więc takie, którego jedynym zadaniem jest ochrona praw własności i nietykalności osobistej, wg teoretyków libertariańskiego anarchizmu, właśnie jest znacznie bardziej utopijne, niż pełna anarchia - głównie z tego względu, o jakim piszesz - chęć władzy. Były w historii wielokrotnie próby ustanowienia "moralnego" państwa minimum, nawet ograniczano je bardzo racjonalną, wolnościową konstytucją (jak przy założeniu USA) - a efekty długofalowe widzimy na własne oczy. Państwo się rozrosło do gigantycznych rozmiarów, i obecnie Konstytucja USA jest bezczelnie lekceważona. Tak też ten eksperyment po prostu nie wypalił. Póki istnieje monopol państwa na opodatkowywanie ludzi i stosowanie przymusu siłowego - póty wolność zawsze będzie zagrożona, w myśl zasady "Władza korumpuje - a władza absolutna korumpuje absolutnie".
Stąd też obawy, że w porządku anarchicznym bogaci uzyskają zbyt duży dostęp do władzy, jest tak naprawdę obawą przed państwem minimum - i to uzasadnioną, gdyż demontowanie wolności w USA zaczęło się właśnie od tego, że bogaci finansiści MOGLI przekupić państwowych urzędników i ustawodawców, by pisali prawo pod ich dyktando. W porządku anarchicznym takich instytucji możliwych do skorumpowania nie będzie. Policentryzm prawny spowoduje, że nawet przekupienie jednego sędziego nie spowoduje zepsucia prawa, gdyż gdy przekupstwo wyjdzie na jaw - natychmiast straci on reputację i współpracujące z nim agencje rozstrzygania sporów stracą klientów, którzy przeniosą się do konkurencji. Spróbuj skorzystać z konkurencji teraz ;) Kontrola ze strony konsumenta zawsze jest najskuteczniejsza, gdyż to JEGO pieniądze i JEGO interes jest położony na szali.
Co do opieki zdrowotnej, to chyba zgodzimy się, że nie chcielibyśmy, by biedni umierali na ulicach, prawda? Ludzie, zwłaszcza gdy są wolni, i nie rabuje im się przymusowo pieniędzy, stają się znacznie bardziej empatyczni i łaskawsi - wobec tego nie brakowałoby pieniędzy na charytatywne fundacje, zajmujące się pomocą najuboższym - zresztą historycznie robił to zawsze kościół, i robił to skutecznie, o ile ustrój polityczny nie wywracał do góry nogami struktury bodźców w społeczeństwie - czyli nie narzucał idei państwa opiekuńczego, które miałoby zastąpić dobrowolne, prywatne miłosierdzie. Stąd też nie martwię się zupełnie o opiekę zdrowotną, zwłaszcza, że w pełni wolnorynkowym systemie ceny usług medycznych będą znacznie niższe, a ciągłe nakłady inwestycyjne w tym sektorze będą prowadzić do jeszcze lepszej jakości. Obecnie się to nie dzieje, gdyż cała opieka medyczna jest właściwie państwowa, więc nie istnieją żadne bodźce by w nią inwestować. Prywatny właściciel natomiast, motywowany chęcią zysku i istnieniem konkurencji, będzie starał się najbardziej optymalnie zarządzać szpitalem, kliniką, itd.
Co do średniowiecza, to istnieje wiele mitów związanych z tym okresem. Ale nawet w Polsce ten mityczny "ucisk" chłopów zaczął się nie w średniowieczu, lecz w epoce nowożytnej - gdy średniowieczny ład feudalnej decentralizacji został zastąpiony scentralizowaną władzą królewską. Średniowiecze było wręcz upstrzone niespotykanymi później wolnościami, natomiast jak tylko silne duże państwo się pojawiło, zaczął się terror, który Europę kosztował przynajmniej 200 lat rozwoju gospodarczego. Wyobraź sobie, że w późnym średniowieczu wolne miasta (było coś takiego, właśnie takie na poły anarchiczne enklawy wysokiego rozwoju cywilizacyjnego) były miejscami, gdzie narodził się nowoczesny kapitalizm, z rozwiniętym sektorem usług finansowych - który to mógł już finansować długookresowe inwestycje w całej Europie, a więc przemysł mogący wyciągnąć z nędzy miliony istnień. Nie byłoby przeszkód ku temu, gdyby właśnie nie tendencje do centralizacji władzy w rękach królów, kosztem wolnych miast czy książąt oraz Kościoła. Tyranom pomogła też reformacja - protestanckie nurty religijne były bardzo bałwochwalcze wobec osoby władcy, więc królowie, by scementować swoją władzę, przyjmowali luteranizm, stawali się głowami narodowych kościołów, i wówczas demonopolizacyjny wpływ, jaki miał na władzę świecką Kościół Rzymskokatolicki - znikał. Monarcha mógł robić wszystko, nie obawiając się ekskomuniki, czy sprzeciwu katolickich poddanych. To rozpoczęło nowożytną epokę wielkiego rządu i doktryny ekonomicznej, zwanej merkantylizmem - dziś nazwalibyśmy to mieszaniną socjalizmu, faszyzmu i korporacjonizmu. I wtedy zaczął się ucisk chłopów, odbieranie im ziemi (no wicie, "rozwój musi być"), łamanie praw własności, dawanie przywilejów wybranym grupom (kupcom, fabrykantom), granty ziemi, subsydia, dotacje, zaporowe cła - wszystko uderzało w zwykłych ludzi, konsumentów, którzy musieli pracować przez to dłużej i ciężej, by znieść wszelkie obciążenia podatkowe i parapodatkowe. Zyskiwały tylko faworyzowane grupy. I tak jest do tej pory, nietrudno zauważyć. Rewolucja amerykańska w 1776 r. była właśnie rewolucją przeciwko temu systemowi, wywołana sprzeciwem wobec nadmiernych podatków (nie wynoszących nawet 10% tego, co my teraz płacimy na tych skurczybyków).
Wracając jeszcze do tej zgubnej chęci władzy - gdy nie ma czym rządzić, i nie ma kto wykonywać rozkazów - to to rozwiązuje znaczną część tego problemu. W ustroju opartym wyłącznie o własność prywatną, gdzie jej naruszanie jest surowo i bezlitośnie karane; gdzie każdy ma broń lub możliwość siłowej obrony swojej własności; gdzie cała struktura społeczna oparta jest o sieć niezliczonych, dobrowolnych powiązań, kontraktów; gdzie niezakłócenie funkcjonuje rynek i jego instytucje - tam nawet gdy wrogie państwo podbije taki kraj, to niczego nie osiągnie, oprócz strat: bo nie ma kto zbierać podatków, bo nie ma administracji którą da się obsadzić, bo każdy jest wrogi i dysponuje śmiertelną siłą ognia, bo nie ma kogo skłócić. Okupant takiego kraju musiałby się wycofać, inaczej bardzo szybko zbankrutowałby.

sobota, 5 marca 2011

Własność prywatna, wolny rynek a regulacje urzędasów. Słowo o TPSA

Podstawą wolności i wolnościowego porządku jest własność prywatna, nienaruszalna i święta. Tym samym, wolny rynek może istnieć tylko wtedy, gdy prawo własności prywatnej jest przestrzegane, a wszelka agresja przeciw niemu zwalczana i eliminowana. Skąd więc biorą się takie głosy, jak ten w artykule niejakiego Marcina Domagały "Wolny rynek vs. kapitalizm", gdzie autor kreśli zupełnie fałszywy obraz kapitalizmu, oraz stawia przeciw niemu pojęcie 'wolnego rynku'? Przypatrując się, jak autor definiuje wolny rynek, nie można wyjść z podziwu dla imaginacji autora.
Otóż wg Marcina Domagały, wolny rynek to ustrój wszechwładzy urzędników, którzy dla dobra rynku, go regulują. To ustrój, gdzie urzędnik w imię arbitralnych zasad, ingeruje we własność prywatną i wolność gospodarczą, by osiągnąć jakieś absurdalne cele "wysokiej konkurencyjności", tudzież ukrócić "nieograniczoną akumulację kapitału", mającą rzekomo zakłócać działanie rynku... Litości!
Wolny rynek może działać tylko wtedy, gdy wyeliminowana jest inicjacja agresji wobec własności prywatnej. Pojawienie się urzędnika, to już złamanie zasady nieagresji - to przyzwolenie na niszczenie rynku poprzez urzędnicze decyzje. Ba, samo opłacanie urzędnika jest już agresją wobec własności prywatnej - przecież trzeba siłą odebrać producentom część dochodu, by urzędnikowi dać pensję. Domagała kompletnie nie rozumie, czym jest rynek, ponieważ jest ekonomicznym dyletantem, gwałcicielem logiki, i najwidoczniej nie zna szkoły austriackiej w ekonomii, skoro otwarcie pisze, że anarchokapitalizm (ustrój, gdzie inicjacja przemocy jest nielegalna) to ekonomiczny faszyzm.
Wolny rynek doskonale sobie radzi z konkurencją, i koncentracją kapitału bez pomocy urzędników, i doskonałym na to przykładem były Stany Zjednoczone w XIX w., gdzie ceny dóbr i usług przez cały czas spadały, jakość rosła, mimo iż nie czuwał nad tym żaden urzędnik. Fortuny jednych potrafiły przepaść w ciągu dnia, podczas gdy inni dorabiali się równie szybko. Kapitał, nieograniczony decyzjami urzędników i nieuszczuplany przez podatki, krążył i docierał do sektorów najpilniej zaspokajających żądania konsumentów. Konkurencja oraz strach przed wejściem konkurencji, trzymał w ryzach wszelkich pretendentów do zmów monopolowych. Były one niemożliwe właśnie dlatego, że rynek był wolny, a nie regulowany przez urzędnicze ścierwa.
To wszystko zmieniło się dopiero, gdy wprowadzono ustawę antytrustową pod koniec XIX w., czyli oddano gospodarkę i przemysł de facto pod dyktaturę urzędników, którzy od tej pory mogli decydować o 'być czy nie być' całego zaawansowanego przemysłu amerykańskiego - to aż się prosiło o pojawienie się gigantycznego łapownictwa, by tylko przylać konkurentowi. Innym elementem, który wyeliminował wolny rynek, przekształcając kapitalizm amerykański w korporacjonizm, był podatek dochodowy, wprowadzony w 1913 r., oraz związane z nim całe prawo podatkowe, którego rosnące skomplikowanie uderzyło w sektor małych i średnich przedsiębiorstw, których nie stać na drogą obsługę prawną. Eliminuje to zagrożenie ze strony nowej konkurencji, i umacnia pozycję dużych, zasiedziałych korporacji, które nie mają żadnych bodźców, by lepiej zaspokajać żądania konsumenta.
Przykład amerykański doskonale pokazuje jałowość tego typu biurokratycznych, antyrynkowych rozwiązań, i autor tego debilnego artykułu powinien na kolanach błagać o przebaczenie za swoją niekompetencję.

Z polskiego podwórka warto przywołać casus Telekomunikacji Polskiej. Słuchacze radia KonteStacja z pewnością są świadomi, jak jeden z prowadzących, niejaki Marcin Hugo Kosiński jest mocno cięty na TPSĘ i nazywa tę firmę z odrazą MONOPOLISTĄ.
Wytłumaczę, dlaczego jest to okaz sporej ekonomicznej dyletancji i niezrozumienia szkodliwości państwowych regulacji w sektorze telekomunikacyjnym. Otóż przypominam, że TPSA została sprywatyzowana w 1998 r., wchodząc na giełdę, i nie jest tu istotne, że większościowym udziałowcem zostało France Telecom (francuska państwowa spółka), nad czym tak Kosiński ubolewa. Nie jest też racjonalnym zarzucanie TPSIe, że posiada większość linii w Polsce, i to czyni z niej obrzydliwego monopolistę, gniotącego konkurencję. Nic bardziej błędnego. Jako spółka giełdowa, TPSA od 1998 funkcjonuje jak normalny rynkowy podmiot, biorący kredyty, płacący amortyzację, kalkulujący zyski i straty, dokonujący racjonalnych decyzji biznesowych. Jedyne, co nie jest
normalne, to ogrom regulacji i nakazów, nakładanych przez rząd, a konkretnie Urząd Komunikacji Elektronicznej, jak również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta, które to zbrodnicze instytucje zajmują się agresją wobec prywatnej własności takich firm, jak TPSA, i w czysto faszystowskim geście nakładają na nią takie zobowiązania jak np. status "dominującego operatora". W myśl tego statusu, TPSA jest np. zobowiązana podłączyć każdemu telefon, mimo, iż może to być sprzeczne z jej rachunkiem ekonomicznym. Czyli oznacza to, że klienci TPSY z dużych miast dotują
założenie i utrzymanie telefonu babci z Koziej Wólki. Nie muszę dodawać, jak astronomicznie rosną z tego tytułu koszty, które potem w cenie usługi muszą pokrywać klienci. Ot, to jeden z powodów, dlaczego rachunki za telefon w Polsce są takie wysokie, i bynajmniej nie jest to wina rzekomego monopolu TPSY, tylko właśnie ustawowego rozkazu i nałożenia obowiązku bycia tym monopolistą - czyli dominującym operatorem, który MUSI podłączyć każdemu linię.
TPSA ma też obowiązek np. udostępniać swoje łącza tzw. operatorom alternatywnym, czyli pasożytom, które bez żadnych nakładów inwestycyjnych, dzięki decyzji Urzędu Komunikacji Elektronicznej, mogą zabierać TPSIE klientów, dzierżawiąc łącza TPSY po sztucznie zaniżonych urzędowych cenach, oferując klientowi indywidualnemu ceny znacznie niższe niż TPSA. W ten sposób, pod pretekstem walki o mityczną konkurencyjność, urzędnik dokonał agresji wobec własności prywatnej TPSY (nie wyskakuj mi jeden z drugim, że łącza to własność publiczna!), ustalił faszystowskie zasady, eliminując tym samym dobrowolność współpracy między operatorami, i umożliwił nieuczciwą konkurencję firmom-pasożytom. I jest to kolejny powód, dlaczego TPSA nie może obniżyć cen dla swoich klientów - koszta związane z obsługą żądań pasożytów, udostępniania im łącz itd., oraz sztywne regulacje dot. polityki cenowej TPSY ze strony UKE, uniemożliwiają dynamiczne reagowanie na potrzeby konsumentów. I nie jest to spowodowane tym, że TPSA jest molochem, czy że jest firmą która nie dba o konsumenta. Po prostu terror zbrodniczego reżymu regulacyjnego jej na to nie pozwala.
Nie trzeba być nawet specjalnie bystrym, by zauważyć, że w takim środowisku aż się prosi o korupcję, i tzw. operatorzy alternatywni, zwłaszcza ci najbardziej wiodący w usługach telefon-internet, bardzo wiele zyskali z takich regulacji Urzędu Komunikacji Elektronicznej, który im niemalże za bezcen udostępnił prywatną własność konkurencyjnej firmy z milionami klientów do podebrania. Smarowało się rączki pani Streżyńskiej, oj smarowało!
Tak więc, panie Kosiński, sam widzisz, jak twoje utyskiwanie na TPSĘ powinno być de facto utyskiwaniem na UKE, na reżym regulowania i reglamentowania rynku, na sztuczne tworzenie tzw. konkurencji poprzez niszczenie własności prywatnej. Do książek, knypie!

wtorek, 21 grudnia 2010

Rzecz o "fenomenie chińskim" i ogólnie interwencjonizmie w inwestycje

Wolny rynek nie załatwi wszystkiego. Nikomu nie będzie opłacało się wybudować nowych kolei, bo na zwrot inwestycji przyszedłby dopiero po kilkudziesięciu latach. Kiedy w Brazylii miażdząca część ludzi mieszkała na wybrzeżu, a reszta kraju była gospodarczo na niskim poziomie Państwo musiało podjąć decyzję o wybudowaniu w głei nowej stolicy kraju, aby tan obszar i dojazd do niego zaktywizować. Wolny rynek by tego nie załatwił.

prawie zaplułem monitor, gdy to czytałem. 14-letni gówniarz nie byłby w stanie napisać takiego kretynizmu przy zdrowych zmysłach. Ad rem. Owszem, nikomu nie będzie się opłacało wybudować nowych kolei, jeśli okres zwrotu inwestycji wynosi kilkadziesiąt lat, a stopa procentowa jest wysoka - opłaca się wówczas wykorzystywać kapitał w inwestycjach zwracających się znacznie wcześniej. Oznacza to, że społeczeństwo DOBROWOLNIE preferuje konsumować więcej teraz, i wybiera inwestycje bardziej pilne, o mniejszej liczbie etapów. Dopiero, gdy zaoszczędzi więcej, powstanie więcej kapitału i stopa procentowa spadnie do 3-4%, opłacalne stanie się inwestować w dłuższe procesy produkcji, np. w koleje, a potem choćby w hi-tech (gdzie same badania zajmują kilka lat). Tylko ignorant ekonomiczny, nierozumiejący teorii kapitału, może naiwnie sądzić, iż niedostatek kapitału i niechęć społeczeństwa do konsumowania mniej można "przeskoczyć" przez siłową interwencję państwa. W imię czego? Prestiżu ludzi u władzy, bo mają koleje, którymi można się pochwalić przed zagranicznymi dyplomatami? Tak właśnie się to odbywa w Chinach, gdzie zbudowano z nakładów państwa (czyli chińskich podatników) kolejkę na poduszce magnetycznej, którą jeżdżą tylko członkowie oligarchii, ponieważ żaden prywatny inwestor nie byłby skłonny wtopić takiej ilości kapitału w budowę tego "cudu techniki" w żadnym zachodnim państwie. W Chinach, gdzie nie istnieją prawa własności, można poza tym łatwo wywłaszczyć miliony wieśniaków pod budowę tego typu pomników próżności władzy. Tylko, że nie służy to tak naprawdę niczemu, konsumuje oszczędności obywateli, sztucznie zaniżając ich stopę życiową, i spowalniając wszelkie naturalne procesy wzrostu gospodarki. Ograniczeń kapitałowych się NIE PRZESKOCZY nakazem władzy.
W przypadku Brazylii i rzekomej "aktywizacji" centralnych regionów kraju, mamy do czynienia z tym samym. Zamiast cierpliwie czekać na wzrost podaży realnych oszczędności obywateli poprzez liberalizację gospodarki i obniżanie obciążeń fiskalnych, jak również znosząc wszelkie bariery dla inwestycji zagranicznych, upośledzony umysłowo rząd chciał "przeskoczyć" naturalne procesy, i wymusić sztuczne 'inwestycje', mając na celu chwytny slogan "aktywizacji" regionu. Oczywiście rezultat był i nadal jest porażką, a koszty utraconych możliwości - przeogromne. Zresztą podobnie "udane" próby gwałcenia praw ekonomii mają miejsce w Państwie Środka, choćby zbudowanie od podstaw nowego miasta na 300 000 mieszkańców przy granicy z Mongolią, gdzie nie mieszka nikt - oczywiście do czasu, aż przymusowo przesiedlą kilkaset wsi.
Nazywanie racjonalnych argumentów ekonomicznych "fanatyzmem wolnego rynku" jest oznaką subhumanizmu, a jak wiadomo, z podludźmi nie wchodzi się w negocjacje, nie zawiera kompromisów - tylko bezlitośnie wiesza, gdy nadchodzi Dzień Sznura.

czwartek, 7 października 2010

10 słabych stron wolnego rynku

Konieczne jest wymienienie 10 słabych stron wolnego rynku, które całkowicie dyskwalifikują go jako pożądany system społeczno-gospodarczy:

1. Niewyobrażalny dobrobyt dla każdego - w warunkach wolnego rynku nawet najbardziej szeregowy robol i fizol zarabiają taką kasę, że mogą utrzymać niepracującą żonę i 6 dzieci na przyzwoitym poziomie. To oczywiście jest niedopuszczalne, gdyż skazuje kobiety na wyzysk jako kury domowe, a dzieci rozpuszcza w zgniłym materializmie.

2. Każdego stać na prywatną edukację - no to jest skandal, żeby nawet najbardziej szeregowy robol mógł swoje liczne potomstwo wysłać do porządnej prywatnej szkoły z klasami po 15 osób, zamiast do państwowej placówki edukacyjnej, gdzie panuje wychowanie w duchu solidaryzmu, a szacowni urzędnicy państwowi, zwani nauczycielami, wpajają dzieciom Prawa I Obowiązki Ucznia. Zresztą nie może być tak, że istnieją różne programy nauczania w każdej szkole inne. Dzieci wtedy wyrastają na idiotów.

3. Prywatna służba zdrowia - ten faszystowski wynalazek powoduje, że znikają kolejki. Nie może być tak, że nawet najbardziej szeregowy robol ma natychmiastowy dostęp do lekarza czy chirurga. Kolejki na zabieg dyscyplinują człowieka pracy, pokazują mu, że fenomen darmowej służby zdrowia polega na wyrzeczeniu i solidaryzowaniu się z innymi oczekującymi. Powszechnie dostępna prywatna medycyna na najwyższym poziomie niszczy delikatną sieć międzyludzkich relacji.

4. Zbyt duża różnorodność produktów - jest to prawdziwe przekleństwo. Nie może być tak, że nawet najbardziej szeregowy robol wchodząc do domu towarowego może przebierać w setkach, tysiącach, milionach wytworów, od których rozpustnie uginają się sklepowe półki. Taka ilość asortymentu jedynie alienuje kupującego od owoców swej pracy, wprowadza zamęt w jego głowie i pozbawia szacunku dla ciężkiej harówki braci robotników.

5. Nierówności społeczne - no nie może być tak, że nawet najbardziej szeregowy robol zarabia jedynie marny ułamek tego, co dostaje właściciel firmy, wyzyskujący swoich pracowników. Co z tego, że nawet najbardziej szeregowy robol żyje jak król, skoro jego wyzyskiwacz żyje jak 1000 królów i lata co roku na Teneryfę, tworząc tam miejsca pracy kolorowym dzikusom z potu i znoju rodzimego robotnika, którego wyzyskał. Każdy powinien zarabiać tyle samo, co najwyżej właściciel firmy mógłby dostać dodatkowy przydział ziemniaków na zimę.

6. Zbyt duża odpowiedzialność - na wolnym rynku ludzie są zbyt odpowiedzialni. Nie może być tak, że nawet najbardziej szeregowy robol odczuwa konsekwencje swoich czynów. Przecież każdy kiedyś sobie wypił za dużo, nie jest to powód żeby zwalniać takiego człowieka z pracy. Poza tym na wolnym rynku nie ma bezrobocia, i co taki człowiek wyrzucony z pracy pocznie? Musi natychmiast znaleźć nową pracę, a powinien mieć prawo do wypoczynku psychicznego i wizyty u psychologa po tak traumatycznym wydarzeniu, jak wyrzucenie za pijaństwo z pracy.

7. Zbyt duża wybredność - na wolnym rynku ludzie są zbyt wybredni. Nie może być tak, że nawet najbardziej szeregowy robol wybrzydza na warunki zatrudnienia, arogancko mówiąc biednemu pracodawcy, że dostał kilka ciekawszych ofert. Ma brać, co mu się daje! I niech się nie waży żądać podwyżki, przecież podwyżki to marnotrawstwo finansów firmy.

8. Zbyt duża innowacyjność - gospodarka wolnorynkowa pędzi zbyt szybko. Ciągle pojawiają się nowe wynalazki i zmieniają się procesy technologiczne. SKĄD TO SIĘ BIERZE TO NIE WIADOMO I PO CO, natomiast pewne jest, że tracą na tym robotnicy. Nie może być tak, że nawet najbardziej szeregowy robol zamiast łopaty mógł obsługiwać koparkę, przez co straci pracę jego 10 bardziej tęgich kolegów. Poza tym na co komu te wszystkie nowe gadżety? Ważne żeby ludzie mieli co jeść na zimę i czym się ogrzać. Do tego wystarczy produkować ziemniaki i drukować dużo papierowych pieniędzy.

9. Produkcja na zysk - tym samym kolejną wadą wolnego rynku jest produkcja na zysk, zamiast na potrzeby ludzi. Przecież kierowanie się samym zyskiem, to skrajny egoizm, występek i czczy materializm. Co z tego, że efektywnie prywatny przedsiębiorca wytwarza iPody, telewizory LCD, aparaturę dentystyczną czy biżuterię, skoro nawet najbardziej szeregowy robol tego wcale nie potrzebuje. Potrzeby ludzi! Potrzeby ludzi - czyli równość, godność i poczucie PRZYNALEŻNOŚCI. Tego nie dostarczy goniący za zyskiem materialista.

10. Dyskryminacja - wolny rynek to najbardziej okrutny system wyzysku i wykluczenia, jaki zaistniał. Gorszy nawet, niż system kastowy w rasistowskich Indiach. Nie może być tak, żeby lekarz odmawiał zabiegu osobie, która nie chce zapłacić. Nie może być tak, żeby wredny kamienicznik odmawiał mieszkania samotnej matce z dziećmi i 2 konkubentami. A przede wszystkim, tylko na wolnym rynku może zdarzyć się najgorszy występek - odmowa wstępu na mszę parze homoseksualnej! Oczywiście nawet najbardziej szeregowy robol nie powinien mieć prawa decydowania, czy pośle dziecko do faszystowskiej szkoły katolickiej, czy do postępowej szkoły artystycznej. O tym musi decydować interes społeczny.

wtorek, 25 maja 2010

Kilka pytań do liberałów i rajtuzów:
- jest powódź, zalewa wam całe gospodarstwo, maszyny rolnicze, pojazdy, mieszkanie po sam sufit, plony zebrane w stodole, tonie częśc trzody chlewnej, 15 hektarow obsianego pola stoi pod wodą, co robisz: czekasz na pomoc od państwa (początkowa zapomoga do 6 tyś, potem do 80% kosztów odbudowy, remontów i innych poniesionych strat), pomoc od UE (odbudowanie dróg dojazdowych, mostów, zniszczonej infrastruktury), oczekujesz że w przyszłych latach zostaną wybudowane dodatkowe wały i zbiorniki retencyjne, straż pożarna zostanie lepiej wyposażona, a zanim jeszcze woda opadnie zabierasz się ze wspomnianą strażą pontonem w jakieś bezpieczne miejsce i np. kilka dni spędzasz nocując w szkole, a do tego masz żal że dostałeś zgodę na budowę nieruchomości na terenach zagrożonych zalaniem, czy raczej w ramach bojkotu socjalu i interwencji państwowej pierdolisz cały ten jebany komunizm i ze wszystkim radzisz sobie sam?


Woda mnie nie zalewa, gdyż w Objektywistycznym Imperium Polskim winni zaniedbań z poprzedniego ustroju już dawno gryzą piach lub pracują w kamieniołomach. Poza tym TRZEBA BYŁO SIĘ UBEZPIECZYĆ.

- tylko nie pierdol o ubezpieczeniach bo najbardziej zagrożonych terenów nie ubezpieczysz, pozatym, skoro nie chcesz płacic podatków to czemu chcesz płacic ubezpieczenie?


Na najbardziej zagrożonych terenach Racjonalne Osoby nie mieszkają. Ich mieszkańcy żyją na własne ryzyko, nie dostają odszkodowań, i nie ubezpieczają się bo ich nie stać. Nie można dotować głupoty/brawury kosztem Osób Racjonalnych.

- dostajesz na ulicy wpierdol od jakiś czerwonych lewaków którzy napadli cię w sile osób dwudziestu (z mniejszą ilością osób na pewno sobie poradzisz), leżysz nieprzytomny, jakiś wredny komuch widząc twoją zakrwawioną mordę dzwoni po karetkę, czy masz przy sobie oświadczenie że z "darmowej" służby zdrowia nie będziesz korzystał i żądasz wystawienia pełnego rachunku za wszystkie świadczone usługi? jak z analogiczną sytuacją po masturbacji swoja basówką złamałeś sobie rękę - płacisz za wszystko sam? zaznaczam że bez ubezpieczenia leczenie złamań to 4cyfrowe sumy.


w Objektywistycznym Imperium Polskim nie ma lewaków, coś pokręciłeś.
Nielicznych bandytów powszechnie uzbrojeni obywatele skutecznie odstraszają.
Szpital wystawia rachunek. Zawsze.

- często powołujesz się na książki ekonomistów. czy czytałeś także takie które nie są zgodne z twoim światopoglądem ekonomicznym, czy prewencyjnie wolisz nie sprawdzac?


Friedman Sr. i Jr., Fischer, Schumpeter, Hayek, Tullock, Buchanan - mieli swoje jaśniejsze i ciemniejsze strony. Nikt nie jest doskonały.
P.S. Keynesista to nie ekonomista. To kretyn.

- zakładasz firmę, to że próbujesz skorzystac z ulg podatkowych zdaje sie oczywiste, ale czy korzystasz z bezwzrotnych pożyczek na rozkręcenie interesu?


żadna pożyczka nie jest bezzwrotna. Jeśli coś jest bezzwrotne, to znaczy, że ktoś komuś to coś odbiera siłą - i wręcza komuś innemu.

- wspierasz prywatyzację, jak ci się podoba prywatyzacja WORDów, obecnie najbardziej sprywatyzowanej i spatologizowanej instytucji w RP?


w Objektywistycznym Imperium Polskim nie ma publicznej własności, w tym dróg i ulic. I nawet chodników!
Prowadzenie samochodu nie wymaga posiadania żadnego nic nie znaczącego papierka. Oczywiście żaden właściciel prywatnej drogi nie wpuszcza na nią nieubezpieczonych.

- PKP i Poczta Polska także zostają w 100% sprywatyzowane, ale ci pierwsi zamykają nierentowne połączenia, a ci drudzy nierentowne oddziały (np na wsiach), tymsamym odcinając od możliwości względnie taniej korespondencji, skazując klientów na tylko usługi kurierskie, czy nadal będziesz uważał że to jest ok, jeśli będziesz mieszkał na jakimś zadupiu, lub jeśli będziesz chciał odwiedzic babcię na drugim końcu kraju?


w Objektywistycznym Imperium Polskim nikt nie ma prawa siłą zmuszać jednej osoby, żeby płaciła innej osobie bo tamta chce sobie wysłać pocztówkę ze środka Puszczy Białowieskiej.

- nie możesz znaleźc pracy, szukasz pracy na własną renkę czy rejestrujesz się w UP, pozwalasz aby pracownicy socjalni szukali pracy dla ciebie, pobierasz zasiłek i korzystasz z "darmowych" kursów doszkalających (w danym zawodzie, lub np. dodatkowej kategorii prawa jazdy)?


w Objektywistycznym Imperium Polskim powyższe zdanie jest niezrozumiałe dla większej części mieszkańców.

- czy opowiadasz się za radykalnym cięciem akcyzy na alkohol, tak aby pól litra wódki kosztowało 5 zł ?


w Objektywistycznym Imperium Polskim wódka leci z kranu

- jeśli wspierasz wolnośc słowa i pluralizm polityczny, to tylko po to, aby po objęciu władzy przez UPR zdelegalizowac wszystkie inne partie?


w Objektywistycznym Imperium Polskim Stalowa Konstytucja zakazuje inicjować agresję przeciwko Wolności osób i ich Własności Prywatnej. Dlatego wszelkie nieliberalne partie rozwiązały się, gdyż nie znalazły dla siebie miejsca w nowej rzeczywistości. W Parlamencie zasiadają tylko dwie partie - na prawicy UPR, na lewicy Libertarianie.

- co z majatkami kościelnymi, czy jako najpierw dane przez państwo, później przez nie zabrane, a obecnie oddane (po stokroc) powinny zostac z powrotem odebrane?


Naruszenie Własności Prywatnej kończy się boleśnie.

- czy rewolucyjne reformy gospodarcze chcesz wprowadzic z myślą o sobie czy o ogóle obywateli?


I am not primarily an advocate of capitalism, but of egoism; and I am not primarily an advocate of egoism, but of reason. If one recognizes the supremacy of reason and applies it consistently, all the rest follows.

- czy wiesz że sądy prywatne w średnowieczu dotyczyły tylko członków gilidii (współtowarzyszeń) i mogły sądzic tylko i wyłącznie członków gildii, a same posiedzenia nie miały charakteru odpłatnego? (nie były odzielnymi insytucjami nastawionymi na zysk) - pisałem o tym wcześniej w tym temacie, ale post widac przepadł


mamy XXI w.

- jeśli uważasz szkolnictwo prywatne za lepsze, czemu nadal w Polsce uczelnie państwowe są [b]dażone[/b] większym prestiżem i nawet wybierając tryb niestacjonarny lepiej jest studiowac na uczelni państwowej?


w Objektywistycznym Imperium Polskim brak bezpłatnego publicznego szkolnictwa zdecydowanie wpłynął na wyeliminowanie plagi dysortografii wśród małomiasteczkowych troglodytów.

- jesli wszystko powinno zostc sprywatyzowane to jak sobie w wielkim skrócie wyobrazasz sprywatyzowanie dróg, bulwarów, parków, fontann, placów zabaw, chodników etc? w kapitalistycnym świecie wolnego rynku tego typu obiekty w ujęciu ogółu społeczeństwa nie mają racji bytu - są przecież dobrem wspólnym, publicznym, kto i na jakich zasadach miałby na to i za to płacic?


w Objektywistycznym Imperium Polskim, podobnie jak w XIX-wiecznych Stanach Zjednoczonych, wszelkie obiekty rekreacyjno-wypoczynkowe budowane są przez prywatne instytucje, ponieważ ludzie lubią z nich korzystać i rynek koordynuje powstawanie takowych obiektów zgodnie ze zgłaszanym popytem.

- co dalej następuje: co z boiskami sporotowymi budowanymi obecnie w setkach gmin w całej polsce, z których mogą korzystac wszyscy obywatele, a są finansowane z podatków?


w Objektywistycznym Imperium Polskim wyeliminowany został szczególny wągier z czasów sowieckich - kult sportu.
Wszelkie obiekty sportowe finansowane są przez zainteresowanych tym użytkowników i prywatne instytucje.

- co z instytucjami takimi jak konserwator zabytków, lub z planowaniem zagospodorwania przestrzennego?


w Objektywistycznym Imperium Polskim Prawo Własności Prywatnej jest przestrzegane ze śmiertelną powagą i starannością.
W zależności od charakteru własności, prywatny właściciel lub zarząd decydują o zagospodarowaniu. Sądy surowo karzą inicjatorów agresji.

- ile planujesz miec dzieci (jesli nadal, pomimo ukonczonych 25 lat, nie masz żadnych)?


w Objektywistycznym Imperium Polskim brak przymusowych ubezpieczeń społecznych znacznie zwiększył dzietność przeciętnej rodziny.

- skoro pełna wolnośc obyatelska to co z małżeństwami pedałów?


error 404
w Objektywistycznym Imperium Polskim małżeństwa są umowami cywilno-prawnymi, lub pozostają wyłącznie w gestii nielicznych związków wyznaniowych.