czwartek, 13 listopada 2014

Pisemne uzasadnienie wyroku ws. Kelthuza
















poniedziałek, 1 września 2014

Mowa końcowa obrońcy na rozprawie 27 sierpnia 2014

Proszę Wysokiego Sądu
Zacznę moje wystąpienie od zacytowania słów Kuby Uliasza, a więc osoby która niejako zainicjowała cały przebieg postępowania przygotowawczego zwłaszcza, bo jegoż to właśnie doniesienie spowodowało oskarżenie siedzącego tu oskarżonego o czyny zarzucane mu w akcie oskarżenia.
"Autorem tego łajna jest niejaki Kelthuz, znana k...a z Kielc, niepiśmienny jak wszyscy w Kielcach."
Proszę Sądu, teraz powinien On rozważyć, czy siedzący tu kielczanie, a także ja, bo czuję się kielczaninem, powinien zawiadomić prokuraturę o to, że został znieważony jako mieszkaniec Kielc. No to się aż... korelacja między tym, o co oskarżono Pana Tomasza Czaplę, a tym, co jest tutaj napisane, jest jakby oczywista. Ale traktuję to tylko jako wtręt, bo przechodząc do istoty tego procesu, muszę podzielić pogląd oskarżyciela, którego wystąpienie odebrałem z dużym szacunkiem, jako bardzo interesujące. Ale zgodzę się tylko z tym, co powiedział na początku - że rzeczywiście stan faktyczny sprawy jest oczywisty. Mamy zgromadzone utwory, zwane inkryminowanymi, które mogą być interpretowane w różny sposób, ale z całą pewnością zawierają słowa, które są przytaczane w akcie oskarżenia. Proszę Sądu, proces ten nie uważam za proces uczciwy z jednego tylko względu, a mianowicie mówię o postępowaniu przygotowawczym w szczególności. Skorzystano mianowicie z opinii biegłego z dwojga biegłych, uważam nieuprawnionego. Bo biegły ten od lat demonstruje poglądy, które są zdecydowanie antyrasistowskie, który zajmuje się niejako tropieniem tego typu poglądów w różnych sferach życia, będąc socjologiem z wykształcenia. Ja nie mówię, że te poglądy, które pan Pankowski prezentuje są mi wstrętne czy niedobre, ale z całą pewnością w tym procesie nie powinien on opiniować. No bo gdybyśmy tu zasięgnęli opinii magistra Antoniego Macierewicza, pewnie ta opinia byłaby inna. Czy innego uczonego, Bendera na przykład, z tytułem profesorskim. W związku z tym nie może być, zresztą wniosek o wyłączenie tego biegłego został na etapie postępowania przygotowawczego, zanim jeszcze ja byłem, złożony przez Pana Tomasza Czaplę, i wniosek ten zdecydowanie powinien być uwzględniony, bo zawierał on argumenty naukowe, które wskazywały na to, że ten biegły - jakby nie chciał się nam przedstawić - nie może być obiektywny z natury. I to tylko - nie treść tej opinii, nie tylko treść tej opinii - powinna przesądzić o tym, że opinia tego biegłego nie jest opinią miarodajną.
Proszę Sądu, wracając do istoty tego procesu, czy w przestępstwie z art. 257 k.k. istotny powinien być przede wszystkim zamiar sprawcy i motyw. Na rozprawie w dniu 12 lutego składając wyjaśnienia, oskarżony wyraźnie powiedział, co było jego zamiarem. Że stosował on zabieg formalny, polegający na posługiwaniu się językiem ulicy, językiem którym ja się nie posługuję, ale znamy wiele utworów, które korzystają z tego zabiegu, i w związku z tym wiele osób może czuć się pokrzywdzonymi. Także adwokaci, także policjanci. Opowiadamy dowcipy o adwokatach. W Stanach Zjednoczonych opowiada się "Polish jokes". I co? My mamy że tak powiem czuć się oburzeni? Mamy interweniować? Ma być to podniesione do rangi procesu karnego? Nie zgodzę się z Panem Prokuratorem co do tego, że w Stanach Zjednoczonych opinia i organy ścigania są mniej wyczulone na wypowiedzi rasistowskie. Wręcz przeciwnie - tam się ich unika jak ognia. Bo właśnie tam w wyniku doświadczeń historycznych wielowiekowych już te rzeczy są absolutnym tabu. Mamy do czynienia w NBA ostatnio przypadek, że źle wyraził się właściciel klubu prywatnego - Właściciel prywatnego klubu koszykarskiego, nie funkcjonariusz państwowy - źle o czarnoskórych, i musiał oddać ten klub. Został zawieszony, wykluczony, poddany ostracyzmowi także towarzyskiemu. Więc jest to tam jeszcze surowiej karane. Natomiast w naszym kraju uważam, że tego typu zabiegi formalne przy intencjach, jakie jednoznacznie oskarżony deklaruje, że nie było jego intencją znieważenie kogokolwiek. Zresztą proszę Sądu, mam jeszcze inny argument, myślę, że koronny. Na tej sali mieliśmy tu okresowo bardzo wiele osób. Czy był tu jakikolwiek czarnoskóry albo Arab? Oni powinni się czuć pokrzywdzeni, nie? Oni powinni tu być i powiedzieć "Nas obrażano, nas jako narodowość". Podczas gdy nie czuje się obrażony nikt z tej grupy narodowościowej, bo trzymam się tylko aktu oskarżenia, bo w ramach aktu oskarżenia się poruszamy. Natomiast siedzą osoby i przychodziły tu osoby zainteresowane procesem, ale nikt, kto mógłby się tu jawić jako osoba pokrzywdzona. W związku z tym nie może być mowy o tym, aby zamiar oskarżonego był odczytany przez kogokolwiek, choćby jedną osobę z tej grupy narodowościowej, no nie wiem podejrzewam, że pan Uliasz nie ma ciemnego koloru skóry. Nikt nie czuje się pokrzywdzony. Dlaczego uruchamia się machinę prawno-karną, podnosi się do rangi procesu w imieniu Rzeczypospolitej wypowiedzi, które są niczym innym, można powiedzieć w pewnych przypadkach drastycznym, ale zabiegiem formalnym. Jeżeli posłuchamy dowolnego rapera, to tego typu wypowiedzi znajdziemy setki. Gdybyśmy chcielibyśmy procesy robić z wydruków internetowych, z wypowiedzi internetowych, to w zasadzie sąd mógłby się nie zajmować niczym innym, tylko tym. Nawet przytaczałem na korytarzu słowa pisarza, którego uważam za największego pisarza, zresztą jest on najszerzej tłumaczony na świecie, Stanisława Lema, który powiedział, że dopóki nie zapoznał się z internetem, to nie wiedział, że otacza go tak wielu idiotów. Bo rzeczywiście tam się opluwa każdego w różnych konstelacjach, bez analizy tego, co czy można w ogóle odbierać to osobiście.
Proszę Sądu, chciałbym zwrócić uwagę na to, na co zwróciła już uwagę pani biegła Gałczyńska, że - i tu znowu nie zgodzę z się z Panem Prokuratorem - że poglądy prezentowane w tych utworach, jeśli w ogóle uznać je za poglądy - nie są spójne. One się krzyżują, one nie przystają do siebie. Bo z jednej strony są one skrajnie prawicowe, gdybyśmy chcieli je odczytywać nie jako zabieg formalny, do czego z uporem maniaka wracam, ale jako poglądy autora, no to one z jednej strony są skrajnie prawicowe, a z drugiej skrajnie lewicowe. Przecież on tam atakuje i bolszewików, i faszystów, i izbę skarbową, i bliżej nieokreślonych murzynów, czy bliżej nieokreślonych Arabów, których różnie nazywa - a zwłaszcza Polki, które że tak powiem z tymi osobami się zadają. Więc tu nie ma mowy o żadnej spójności, o żadnym ukierunkowanym zamiarze obrażenia kogokolwiek. Dlatego proszę Sądu, wyrok jaki w tej sprawie zapadnie, przy całym zrozumieniu tego, że pewien dystans zachowuje urząd prokuratorski, wnosząc o taką karę, jednak wyrok w tej sprawie, jest wyrokiem - no nie wiem czy w warunkach kieleckich precedensowym - ale chyba tak. Który będzie w jakiś sposób mógł rzutować na opinię, będzie rzutował także na to, czy mamy w tym kraju wolność słowa. W moim przekonaniu ona często jest taka, że wykracza poza przyjęte normy, ale jeżeli mamy tę wolność słowa uszanować, jeśli mamy uszanować wolność wyrazu artystycznego, niezależnie czy muzycznie nam się te utwory podobają, czy nie, to wyrok jaki w tej sprawie zapadnie, powinien być wyrokiem uniewinniającym i o to Wysoki Sąd w imieniu swoim i oskarżonego proszę.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Mowa końcowa oskarżyciela na rozprawie 27.08.2014

Stan faktyczny sprawy wydaje się bezsporny i tutaj nawet strony, podejrzany nie wnosili o to, by przesłuchiwać osobiście świadka, w zasadzie nie miał nic do powiedzenia w sprawie, jedynie zainicjował postępowanie przygotowawcze i doprowadził do tego, że inkryminowane utwory były badane. Wbrew twierdzeniom tutaj, które wskazywał oskarżony, że jest to nagonka medialna, czy też chęć wykazania się przez ideologicznie wykształconych prokuratorów, to Wysoki Sądzie, to postępowanie jest postępowaniem prowadzonym w takiego rodzaju sprawach. Aby oskarżony miał gwarancję, że ten proces nie jest związany z jakimś odwetem na jego osobie, to prokurator skorzystał z dwóch biegłych, niezależnych od siebie, jeden z Warszawy, drugi tutaj, pani ze świętokrzyskiego, którzy złożyli dwie niezależne opinie, jedna z zakresu językoznawstwa, i tutaj socjolog - te opinie w zasadzie są zbieżne. Trudno dostrzec w nich jakieś rozbieżności. Opinia może pani biegłej językoznawcy bardziej stonowana, a wynika to z tego, że ona skupiła się na tych aspektach językowych, natomiast pan biegły Rafał Pankowski odniósł się też do zagadnień ideowych, bo ma takie kwalifikacje, które pozwalają mu na czynienie takich ustaleń tutaj, dzielenia się z nimi w ramach tego procesu. Oskarżyciel publiczny postanowił właśnie powołać biegłego Rafała Pankowskiego w toku postępowania przygotowawczego, aby ten charakter tego procesu był jak najbardziej obiektywny. Znalezienie biegłego z zakresu oceny takich zachowań jest bardzo trudne, a wydaje się, że ten biegły ma kwalifikacje, od kilkunastu lat bada takie zachowania, i ten jego głos jest ważny i powinien być brany pod uwagę, dlatego że jest głosem eksperta. Jego stanowisko dzisiaj było wyważone i obiektywne, i odpowiedział na pytania, chociaż część z nich wydaje się, że była tutaj nie skierowana na stricte na to, czym zajmujemy się w procesie, wybiegała poza ramy tego procesu, ale mimo wszystko spokojnie starał się tutaj jak najbardziej odpowiedzieć na pytania nawet dotyczących kwestii poglądowych jego samego.
Wysoki Sądzie, w oparciu o te dwie niezależne opinie sporządzone w różnych etapach procesu, wnoszę o uznanie oskarżonego za winnego popełnienia przypisanego mu w akcie oskarżenia czynu. Obydwoje biegli wskazali to na karygodne zachowania, których dopuścił się oskarżony, wskazywali, że sformułowania, które znajdują się w tych utworach, bez wątpienia są znieważające, upokarzające, dla wyznawców islamu czy osób o ciemnej karnacji skóry. Ja bym tutaj wskazał też w opinii Rafał Pankowski odnoszą się do tych najbardziej, do tych stereotypów istniejących w kulturze masowej, jakoby osoby o czarnej karnacji skóry były brudne, były gorsze, były intelektualnie gorzej predestynowane. Są to oczywiście stereotypy rasistowskie. Te teksty pełne są takich odniesień. Tak samo jak biegła Alicja Gałczyńska wskazywała "bambus" no to tutaj bez wątpienia określenie rasistowskie opisujące osobę o czarnej karnacji, bo normalne rozumienie to jest że to jest część drzewa, natomiast rozumowanie semantyczne, to jest właśnie takie określenie o charakterze wulgarnym.
Wysoki Sądzie, no okoliczności tego zdarzenia, do których chciałem się odnieść. Oskarżony jest zafascynowany wydaje się kulturą amerykańską, wolnością, anarchią, być może nie rozumie, że cywilizacja europejska, a w szczególności prawo obowiązujące w Polsce oparte jest na innych zasadach. W Stanach Zjednoczonych w zasadzie nie ma mowy nienawiści, wiemy z prowadzonych postępowań. Tam faktycznie osoby mogą sobie pozwolić na formułowanie różnych, często takich no tutaj w kulturze europejskiej zupełnie nieakceptowalnych sformułowań. To ta fascynacja tą kulturą amerykańską, która miała miejsce także w trakcie przesłuchania w mojej obecności, gdy stwierdził, że wolność słowa jest prawem absolutnym, swoboda artystyczna nie powinna być w żaden sposób ograniczana. No kultura europejska, prawo polskie inaczej się na to zapatruje. Pewne treści w Polsce nie mogą być po prostu wypowiadane. Jak stwierdził biegły - nie mu to oceniać. Tak sformułowany jest kodeks karny i w ramach art. 257 k.k. powinniśmy się poruszać. Ocena czy jest to słuszne, czy niesłuszne, wykraczałoby poza ramy tego procesu. W odczuciu oskarżyciela publicznego te znamiona tego przestępstwa zostały wypełnione.
Wysoki Sądzie, chciałbym zwrócić uwagę na cały kontekst sytuacyjny, jaki towarzyszy temu procesowi, jaki towarzyszył rozstrzyganej sprawie. No nie ulega wątpliwości, że te sformułowania, teksty, nie są zawieszone w próżni. One, Sąd widział, nawet dzisiaj są obecne osoby - to nie są sformułowania, które nie mają odbiorców, które do nikogo nie trafiają, nie jest oskarżony artystą niszowym, wręcz przeciwnie. No tutaj wynika że te teksty są społecznie szkodliwe, jest ich odbiór, jest grono chyba ludzi, którym te poglądy nie wydają się obojętne. A jak wynika tutaj z tych materiałów, które przekazał sąd, są one przez nich w pełni akceptowane, że znieważają mnie jako oskarżyciela publicznego, te osoby szydzą z sądu, no to jest zachowanie które naprawdę rzadko się zdarza w procesach znacznie poważniejszych. Nie ulega wątpliwości, że takie przestępstwa poważniejsze w kodeksie istnieją.
To jest też wskazówka, jakimi wartościami kieruje się oskarżony. Ja sobie tutaj wypisałem więc, ile osób znieważanych jest w tych utworach. Są to funkcjonariusze policji, funkcjonariusze skarbowi, studenci, ludzie którzy mają poglądy lewicowe, w części wydaje się również, że katolicy, mieszkańcy wsi. No to Wysoki Sądzie jest, wszystkie te utwory - nie mówię tylko o tych trzech inkryminowanych, bo je trzeba w pewnym kontekście rozpatrywać - cała ta płyta no to jest pewnym takim projektem, wyrażającym nienawiść - do instytucji państwa jako takiego. W jednym z utworów oskarżony wskazuje, że wg niego lepszym byłoby chyba procedowanie przez osobę, którą nazwał kolegą z bloku, czy coś.
Wysoki Sądzie, proces był obiektywny, wyżej wymieniony miał, ma obrońcę, miał możliwość wypowiedzieć się do każdego, w szczególności oskarżyciel publiczny skorzystał z dwóch biegłych, którzy mieli możliwość odpowiedzi na pytanie i obrońcy, i oskarżonego, i podtrzymali swoją opinię. Mając to na uwadze Wysoki Sądzie wnoszę o uznanie oskarżonego za winnego zarzuconego mu w akcie oskarżenia czynu. Jednocześnie wnoszę o skorzystanie z instytucji przewidzianej w art. 57 kodeksu karnego, a więc nie wymierzenia mu kary w zawieszeniu, ale kary 10 miesięcy ograniczenia wolności poprzez świadczenie pracy w wymiarze 30 godzin w stosunku miesięcznym, albowiem Wysoki Sądzie w odczuciu oskarżyciela publicznego ta kara jest wystarczająca, ma charakter wychowawczy i być może nakłoni oskarżonego, by przemyślał swoje zachowanie i te poglądy swoje werbalizował w sposób bardziej kulturalny i cywilizowany, bo przecież możemy rozmawiać o każdym problemie, polityce imigracyjnej, emigracyjnej, o tym... nie wiem... wydaje się, że poruszana problematyka uprawnień kobiet w życiu społecznym. Te wszystkie problemy być omawiane w sposób cywilizowany, a nie w taki sposób, w jaki czynił to oskarżony, który to w wulgarnych słowach opisywał związki między białymi kobietami a mężczyznami o ciemnej karnacji. Mając to na uwadze Wysoki Sądzie wnoszę o wymierzenie takiej kary oraz o obciążenie oskarżonego kosztami postępowania.

sobota, 30 sierpnia 2014

Treść przesłuchania biegłego Pankowskiego na rozprawie z dn. 27.08.2014

Dzięki uprzejmości osób, które przybyły na rozprawę w charakterze publiczności i skrzętnie notowały wypowiedzi uczestników, możemy przedstawić treść przesłuchania biegłego Rafała Pankowskiego.


Czy jest Pan zdeklarowanym przeciwnikiem poglądów kwalifikowanych jako prawicowe?

Oczywiście nie. Oczywiście zachowuję bezstronność w tej kwestii. Natomiast jako socjolog i jako obywatel jestem oczywiście przeciwny poglądom rasistowskim, zgodnie z tym co stwierdzono w Konstytucji.

Czy należy Pan do organizacji, stowarzyszenia stawiającego sobie z cel walkę z poglądami prawicowymi, także rasistowskimi, ksenofobicznymi?

Ja raz jeszcze powtórzę, że w kwestii podziałów politycznych na prawicę i lewicę jestem bezstronny. Jestem członkiem organizacji stowarzyszenia w charakterze naukowym, stowarzyszenia studentów uczelni, i jestem też - bo zapewne o to chodzi w pytaniu - członkiem Stowarzyszenia Nigdy Więcej, stowarzyszenie o charakterze edukacyjnym głównie, które występuje przeciwko rasizmowi i prowadzi m.in. szereg szkoleń, w tym także szkoleń dla policji, dla prokuratury, we współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości, Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i innymi instytucjami.

Czy uważa Pan, że głoszenie określonego światopoglądu powinno podlegać represji karnej?

Ja myślę, że kodeks karny jakby stwierdza po prostu fakt penalizacji głoszenia niektórych poglądów, związanych z nienawiścią, rasizmem, totalitaryzmem, podobnie jak Konstytucja. To bodaj wystarczy, bo nie muszę...
[tutaj obrońca zabrał głos]
Pytanie dotyczyło Pana poglądów, nie tego, co mówi kodeks karny, bo to znamy.
[Pankowski]
Ja zgadzam się z tym, co mówi w tej sprawie kodeks karny i Konstytucja. Zresztą będzie to może też jest na miejscu, żeby o tym wspomnieć, że także miałem udział bezpośredni w tworzeniu artykułu 13 Konstytucji.

Czy nie dostrzega Pan w tekstach Tomasza Czapli szeregu sprzeczności, które nie pozwalają nam na jednoznacznie kwalifikowanie ich do konkretnego nurtu poglądów określanych jako prawicowe?

Jak to pytanie rozumiem, no to mogę na nie odpowiedzieć w ten sposób, że w tekstach Tomasza Czapli widzę sprzeczności, ale jednocześnie mogę je jednoznacznie zakwalifikować nie tyle może jako prawicowe, ale... skrajnie prawicowe.
Oczywiście rozumiem, że sam fakt posiadania czy głoszenia poglądów prawicowych nie jest przestępstwem, ale to nie było przedmiotem tematu mojej opinii. Byłem poproszony przez Pana Prokuratora o opinię na temat wątków rasistowskich.

Czy przedmiotem wydanej w sprawie opinii była analiza tekstów utworów muzycznych, czy też analiza poglądów Tomasza Czapli?

Przedmiotem była analiza tekstów...
[tutaj obrońca zabrał głos]
tym pytaniem sprowadził do tego, czy Pan nie wyszedł poza to zlecenie
[Pankowski]
...w tym poglądów zawartych w tekstach. Zresztą poglądy są wątkiem przewodnim wyrażanym w tekstach. Ja oczywiście nie oceniałem...w związku z tym nie wyrażam opinii na temat wartości estetycznej tych tekstów po ich zawartości ideologicznej pod względem głoszenia nienawiści czy rasizmu.

I ostatnie pytanie, które tak jak powiedziałem było najbardziej merytoryczne.
Czy wyklucza Pan, że teksty analizowanych utworów muzycznych Tomasza Czapli to konsekwencja określonego zabiegu formalnego, konwencji artystycznej przyjętej jedynie w celu zaistnienia na rynku muzycznym, nie zaś w celu znieważania czy też propagowania konkretnej idei?

To pytanie wydaje się bardzo ważne. Na podstawie wszystkich tych tekstów, z którymi się zapoznałem, jak również...wyrazem publicznym tych tekstów w postaci nagrań umieszczonych w internecie wynika, że autorowi nie chodzi o zaistnienie na rynku muzycznym, lecz przede wszystkim na głoszeniu pewnej treści o charakterze ideologicznym, to jest charakter ideologiczny przede wszystkim. I podtrzymuję to, co napisałem na ten temat w opinii. To jest projekt promocji treści o charakterze politycznym. Muzyka stanowi tylko element dodatkowy, wspomagający przekaz. Ta treść jest propagowana przez autora w sposób konsekwentny. Konsekwentny także w publicystyce, także w wpisach w mediach społecznościowych, nie tylko w tekstach piosenek.

[Pytanie od prokuratora]
Pan Profesor od jak dawna zajmuje się problematyką rasizmu, jakie ma doświadczenie, byśmy wskazali po prostu, że nie jest Pan przypadkową osobą.

[Pankowski]
Badam to zjawisko od wielu lat. To zjawisko było tematem mojej dysertacji, którą jeszcze w latach 90tych pisałem na Uniwersytecie w Oxfordzie, później była obroniona jako praca magisterska w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, następnie była wydana w formie książki przez Instytut Studiów Politycznych PAN. Tej tematyki dotyczył też mój doktorat, który był obroniony w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, i także ukazał się w formie książki pt. "Rasizm a kultura popularna", w której to książce właśnie zajmowałem się tematem propagowania treści rasistowskich w muzyce, w tekstach. Tytuł mojej pierwszej książki to był "Neofaszyzm w Europie Zachodniej. Studium ideologii.". Kolejna moja praca dotyczyła skrajnej prawicy w Polsce, książka wyszła w Anglii, nakładem wydawnictwa Routledge, i stanowiła jednocześnie moją rozprawę habilitacyjną. Habilitację także uzyskałem w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego.
Od wielu lat pracuję także jako wykładowca w Collegium Civitas prowadząc wykłady, seminaria, związane z tą problematyką, także jako promotor prac magisterskich i doktorskich.

[sędzia]
Jakby to wziąć tak zu sammen do kupy, to już kilka-kilkanaście lat?
[Pankowski]
Kilkanaście.

[pytanie od oskarżonego]
Pan stwierdził, że teksty oskarżonego można zakwalifikować jako szerzące poglądy "skrajnie prawicowe", wobec tego mam pytanie - czy według Pana liberalizm to jest idea skrajnie prawicowa?

[Pankowski]
No nie wiem, czy to dotyczy sedna sprawy, ale skoro tak mam odpowiedzieć na to pytanie,
to powiedziałbym, że oczywiście liberalizm sam w sobie nie jest ideą skrajnie prawicową, ale elementy idei liberalnej oczywiście bywają wykorzystywane przez formacje o charakterze skrajnie prawicowym.
[obrońca]
A o skrajnie lewicowym nie?
[Pankowski]
...Podejrzewam, że można by było znaleźć takie przypadki, ale we współczesnym świecie, we współczesnej Europie, mamy do czynienia z wykorzystywaniem elementów liberalnych w formacjach skrajnie prawicowych, takich jak Partia Wolności w Austrii czy inne.

czwartek, 3 lipca 2014

Socjalizm = niewola


Częstokroć myślałem, iż winien jestem wytłumaczenia powodów, które usprawiedliwiają moją ucieczkę od Pana.
Prawie wstyd mi zrobić to teraz, albowiem być może sam Pan już je odkrył. Jednakoż, rzucę na nie trochę światła. Widzi Pan: Jestem sobą. Pan jest sobą. Jesteśmy dwiema oddzielnymi osobami, równymi osobami. Jestem tak samo nią, jak Pan. Pan jest człowiekiem, i takoż ja. Bóg stworzył nas obu, a stworzył nas jako istoty osobne. Nie jestem w sposób naturalny związany z Panem, ani Pan ze mną. Natura w żaden sposób nie uzależnia Pana przetrwania ode mnie, ani mojego przetrwania od Pana. Nie mogę chodzić na Pańskich nogach, ani Pan na moich. Nie mogę oddychać za Pana, ani Pan za mnie; muszę oddychać tylko za siebie, a Pan za siebie. Jesteśmy oddzielnymi osobami, i obaj jesteśmy uposażeni w zdolności niezbędne dla naszego indywidualnego przeżycia. Odchodząc od Pana, nie zabrałem niczego, co nie należało do mnie, i żadnym sposobem nie pomniejszyłem Pana środków do zarobienia na uczciwe życie. Pana zdolności pozostały Pańskie, a moje stały się użyteczne dla ich prawowitego właściciela.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Frederick_Douglass

piątek, 30 maja 2014

Rozprawa z 30 maja, treść wniosku o wyłączenie biegłego

Termin następnej rozprawy: 25 lipca, g. 11:00

Rozprawa była wyjątkowo krótka. Biegły Rafał Pankowski nie stawił się. Dotarło natomiast jego pismo do sądu, w którym wyraża zdziwienie, że Państwo nakłada na niego mandat za nieusprawiedliwione niestawienie się, mimo, iż napisał nieodpłatnie tak obszerną ekspertyzę dla prokuratury, będąc zapewnionym, że nie będzie potem ciągany po sądach. Niestety, nie istnieje podstawa prawna, na bazie której można było w ogóle obiecać coś takiego biegłemu w zamian za napisanie ekspertyzy. Pankowski tłumaczył również nieobecność tym, że nie ma czasu z powodu częstych wyjazdów zagranicznych, oraz tym, że oskarżony wypowiada się o nim w sposób negatywny...
Cóż, przedstawiamy tutaj treść wniosku o wyłączenie biegłego Rafała Pankowskiego z postępowania przygotowawczego, jaki oskarżony wysłał do prokuratury. Zawiera on wszystkie argumenty podważające obiektywność i rzeczowość biegłego w oparciu o analizę jego książki Rasizm a kultura popularna. Jeśli to jest "wypowiadanie się w sposób negatywny", to chyba trzeba życzyć Rafałowi Pankowskiemu, by wreszcie trochę spokorniał i spojrzał z perspektywy na siebie.





środa, 30 kwietnia 2014

Ujawniamy akta sprawy Kelthuza - opinię Pankowskiego!

Dziś ma miejsce kolejna rozprawa o wolność słowa z Kelthuzem. Ujawniamy treść opinii, jaką wydał w roli biegłego Rafał Pankowski w postępowaniu przygotowawczym. Jest wyjątkowo rzeczowa, obiektywna itd. [sarkazm]



















Dla porównania, przedstawiamy opinię biegłej dr Alicji Gałczyńskiej z poprzedniego postępowania, które zostało umorzone w wyniku wydanej opinii.

poniedziałek, 17 marca 2014

Rozprawa nr 2 odbyta!

Kolejny termin rozprawy:
30 kwietnia, g. 12:20, sala V

Dzisiejsza rozprawa była krótka, gdyż świadek się znów nie stawił. Przeczytane zostały jego zeznania w zawiadomieniu na policji, a także internetowe wyczyny, w których znieważał Kelthuza i inne osoby.


Przeczytany został też wywiad, jaki przeprowadził z Kelthuzem portal prokapitalizm.pl we wrześniu 2013 r. http://prokapitalizm.pl/pozostalo-juz-tylko-wysmiewac.html

środa, 12 lutego 2014

Rozprawa w sprawie wolności słowa z Kelthuzem odbyta!

Rozprawa odbyła się punktualnie. Od razu powiadamiam, że wyznaczono termin kolejnej - 17 marca, g. 11:30, s. V. Na rozprawę przybyło kilkanaście osób, by udzielić poparcia słusznej sprawie, z czego jestem wielce rad. Odmówiłem składania wyjaśnień oraz odpowiadania na pytania sędziego, wyrażając jedynie zgodę na odpowiedź na pytania obrony. Potwierdziłem moje wyjaśnienia, złożone w prokuraturze podczas postępowania przygotowawczego. Są one oczywiste dla każdego liberała i libertarianina, uznającego wolność słowa i ekspresji artystycznej za wartość niepodważalną i jedno z podstawowych praw w wolnym społeczeństwie.
Należałoby wspomnieć tutaj, czego prokurator Mariusz Jakubiak się dopatrzył podczas post. przyg. w twórczości i otoczce projektu "Biała Pięść". Otóż ku mojemu wyjątkowemu zdziwieniu spytał mnie z kamienną twarzą, czy symbol białej pięści na żółto-czarnym tle to wyraz supremacji rasowej rasy białej nad rasami żółtą i czarną. Czy jest to może wynik szkolenia ideologicznego, jakiemu prokuratorowie zostali niedawno poddani? Złoto-czarna flaga to tradycyjny symbol libertarianizmu, nawiązujący zresztą do czerwono-czarnych sztandarów anarchistów sprzed 100 lat, gdzie zamiast czerwieni rewolucyjnej mamy kolor złoty - symbol pieniądza, kapitalizmu i wolnego rynku. Czerń to z kolei tradycyjnie symbol wolności. O ile marksiści czy anarchiści stosowali symbol pięści, choć zazwyczaj koloru czarnego, jak wyraz buntu i niezadowolenia, to sam symbol pięści nigdy nie miał konotacji ani faszystowskich, ani rasistowskich, gdyż jest symbolem antyautorytarnym i stosowany był przez różne formacje i ruchy ideowe, zazwyczaj antyestablishmentowe.
Pomysł na białą pięść kapitalizmu - symbol sprzeciwu wobec totalitarnych zapędów państwa opiekuńczego - nie jest nawet mój, zwyczajnie znalazłem takowy symbol w internecie i stwierdziłem, że jest wystarczająco wyrazisty jako "logo" zespołu.
Kolejny przykład niesamowitej inwencji i kompetencji prokuratora, to skupienie się na czcionce użytej do napisania nazwy "Biała Pięść", jak i tytułu albumu "Kapitalizm, głupcze!". Otóż w ozdobnej czcionce typu gotyckiego (choć raczej to pseudo-gotyk, niż prawdziwa czcionka tego typu) prokurator ku mojemu jeszcze większemu zdumieniu dopatrzył się nawiązania do... faszyzmu i III Rzeszy! Moje próby wytłumaczenia, że czcionka typu gotyk była standardową czcionką stosowaną na terenie niemieckojęzycznym na dekady zanim malarz z wąsem został demokratycznie wybrany na wodza, i że użycie akurat takiej czcionki nie ma nic wspólnego z faszyzmem niestety chyba nie zrobiły wrażenia. Przypominam też, że na witrynie z muzyką BP widniał sugestywny opis, zawierający m.in. zdanie "Faszyzm należy zwalczać siłą!".
Nie wiem od kiedy użycie w utworze słowno-muzycznym przez podmiot liryczny słów "czarnuch", "bambus" itp. może znieważać osoby rasy czarnej, skoro same rzeczone osoby w ten sposób się do siebie zwracają - i to nie tylko w utworach z gatunku gangsta rap, ale w realnym życiu, na ulicy. Posługując się tą parodią logiki prokuratury, można dojść do wniosku, że słynna polska komedia "Chłopaki nie płaczą", gdzie jeden z bohaterów, ps. Bolec, notorycznie rzuca słowami "czarnuch", "czarnuchy", a postać grana przez Cezarego Pazurę ma nawet niesławny monolog nt. pochodzenia Afroamerykanów od niewolników, co insynuuje, że należą do niższego chowu człowieka - wyczerpuje znamiona czynu zabronionego art. 257 k.k., i należałoby oskarżyć reżysera/scenarzystę/aktorów/producenta o znieważenie grupy ludności z uwagi na rasę. Oczywiście byłoby to ośmieszenie się na wieczność, więc nie sądzę, by ktokolwiek zdobył się na takie zawodowe samobójstwo. Dystrybutorom filmów Quentina Tarantino też raczej proces nie grozi. Wobec tego, dlaczego wytypowano akurat moją twórczość - muzykę inspirowaną czarnoskórymi artystami (np. Body Count) i tekstami w konwencji gangsta rapu i hardcore'u, ale będącymi swoistym pastiszem tych gatunków? Mam podejrzenia sądzić, że naciski z góry - nie wiem, czy z polecenia ciał Unii Europejskiej - nakazujące walczyć z "przestępstwami nienawiści", jakkolwiek absurdalne by one nie były - i wspomniane już szkolenia ideologiczne prokuratorów, poskutkowały wszczęciem ponownego postępowania w mojej sprawie.
Przypomnę, że cała afera zaczęła się, gdy w marcu 2012 r. jegomość nazwiskiem Jakub Uliasz, absolwent socjologii UJ obsesyjnie tropiący "prawicowców" i "fundamentalistów religijnych", doniósł do Komendy Miejskiej Policji w Kielcach, iż niejaki Kelthuz propaguje... faszyzm! Oczywiście szybko się okazało, że są to totalne bzdury, opinia biegłej dr Alicji Gałczyńskiej jednoznacznie wykazała, że teksty Białej Pięści tenże faszyzm i inne totalitarne utopie krytykują dosadnie i nie pozostawiając wątpliwości co do tego. Sprawa została umorzona. Dopiero potem z wyższego szczebla spłynęła zapewne komenda, by jednak przyczepić się do innych treści, tym razem rzekomego znieważania osób rasy czarnej w utworze "Nie mam słów", a także "Jebać lewackich pokurwieńców" i "Neurotyczne urojenia", gdzie nawet nie padało verboten słowo "czarnuch", ale prokurator dopatrzył się znieważania w zbitce "w pysk im murzyński chuj niemyty". No nie wiem, moim zdaniem ten wers raczej pochlebnie wyraża się o rozmiarach prącia rzeczonego Murzyna, mogącego służyć punitywnie jako penetrator otworu gębowego. Znamion znieważania bym się tutaj nigdy nie dopatrzył. Ale logika dawno została zgwałcona przez samozwańczych "zwalczaczy rasizmu".
Wspominając o etatowych bojownikach przeciwko rasizmowi, muszę nadmienić, iż jako biegły w nowym postępowaniu został powołany nie kto inny, a Rafałek Pankowski, xyva "Biała Brzytwa"
Pankowski (pierwszy z lewej) demonstracyjnie wznoszący białą pięść
na spędzie jakichś baranów z KPN w Jadwisinie na początku lat 90-tych
, ze Stow. "Nigdy Więcej", który od prawie 20 lat robi karierę na szukaniu rasizmu tam, gdzie go nie ma (np. wśród ruchów anarcho-ekologicznych, czy anarchistów czerpiących z "tradycji sarmatyzmu"). Tak skutecznie tę karierę robi, że obecnie piastuje stanowisko profesora nadzwyczajnego na UW, co chyba z automatu skazuje tę uczelnię na wieczną infamię i pośmiewisko. Pankowski ma mentalność totalniacką, jak powszechnie wiadomo, pragnąłby zamykać ludzi nie tylko za poglądy wg niego będące nieprawomyślnymi, ale również penalizować wypowiadanie słów wg niego "nienawistnych". Tym samym jego poglądy stoją w skrajnej sprzeczności z ideami wolnego, cywilizowanego społeczeństwa. Ten skrajnie nieobiektywny osobnik oczywiście nie mógłby wydać opinii mającej znamiona naukowości, co zresztą można było wywnioskować po lekturze jego książki "Rasizm a kultura popularna", gdzie autor kompletnie pomija rasistowski murzyński hiphop czy rap, czy zaangażowanie pupilków "Nigdy Więcej" z zespołu Afrika Bambaata w skrajnie antysemicki rasistowski ruch "Czarnych Panter", mających tak wiele wspólnego z Rote Armee Fraktion. Dla Pankowskiego rasizmem jest praktycznie wszystko, co ma znamiona "kulturowego imperializmu" cywilizacji zachodniej i jako takie wymaga natychmiastowej penalizacji. Czysty mentalny bolszewizm, tak typowy dla tych, co "wiedzą lepiej". Paradoksalnie, ten ideologiczny faszyzm mentalnej bolszewii błyskotliwie krytykuje wybitny amerykański czarny ekonomista i socjolog, Thomas Sowell, w swoich wielu książkach - "Oni wiedzą lepiej" czy "Intellectuals and Race". Podejrzewam, że gdyby zmusić Pankowskiego do debaty na ten temat z Sowellem, to ten pierwszy, jak to ameby intelektualne mają w zwyczaju, zwyczajnie uciekłby z podwiniętym ogonem - tak, jak zresztą to niedawno zrobił podczas pewnej konferencji, gdy dowiedział się, że ma uczestniczyć w panelu dyskusyjnym z prof. Bogumiłem Grottem. Tchórz Pankowski po prostu wziął i uciekł. Jest to intelektualny walkower i przyznanie się do tego, iż jest się niczym innym, tylko zerem. Pozdro Panko!
Podczas rozprawy dokonany został odsłuch inkryminowanych utworów Białej Pięści, a następnie sędzia odtworzył inny materiał dowodowy - nagranie wywiadu z marca 2010 r. ze mną, przeprowadzane przez Grzegorza Sumerę z portalu bodajże heavymusic. To nagranie niby wg prokuratora ma rzucać światło na moją osobowość i motywy. Pada tam na przykład z moich ust stwierdzenie, że "należy uczynić z Polski imperium!" - ho ho! Toż to ksenofobia! Co z tego, że ta wypowiedź dotyczy wyłącznie działalności muzycznej i chęci stworzenia silnej pozycji kraju na muzycznej mapie Europy - zgoła nieudanej, dodam. Co z tego, że użyta została ironia i slang subkultury metalowej, oparty na dość napuszonych słowach - ten osobnik pragnie imperializmu! W ten sposób zapewne prokuratura chce mnie przedstawić. Potem w wywiadzie pada moje stwierdzenie, że "dziadek może nieźle napierdolić murzyna" - nawiązanie do popularnego w owym czasie nagrania, jak starszy emeryt z brodą w autobusie odparł atak i prawie znokautował czarnoskórego chuligana, stając się wyrazistym symbolem oporu zaszczutych i bezbronnych starszych ludzi przeciwko rozwydrzonemu chuligaństwu w centrach amerykańskich miast. Oczywiście prokuratura uznała ten fragment wypowiedzi za podejrzanie świadczący na rzecz mojego rzekomego rasizmu i pewnie też chęci stosowania przemocy wobec innych ras. Cóż za logiczna szwoleżerka!
Oczywiście są to bardzo słabe dowody, natomiast fakty są takie, że abstrakcyjne utwory słowno-muzyczne, gdzie wypowiada się podmiot liryczny, a nie ja jako prywatna osoba, nie mogą z definicji znieważać wytypowanych grup, zwłaszcza, że jako liberał i indywidualista, nie mam żadnych powodów czy intencji, by to robić. Poza zamiarem zaszokowania słuchacza i zastosowania się do konwencji artystycznej muzyki ulicy, nie stał za inkryminowanymi utworami żaden motyw, a znając moje liberalne przekonania filozoficzne, oskarżanie mnie o rasistowskie pobudki jest zrobieniem wyjątkowej kurtyzany z logiki i zdrowego rozsądku. Ale te cechy cywilizowanego człowieka nigdy nie były mocno reprezentowane przez aparat represji w żadnym ustroju.
Myślę, że nie ma już wątpliwości, iż tego typu proces przejawia znamiona pełzającego totalitaryzmu i powolne przekształcanie się Polski, jak i całej Unii Europejskiej, z kraju wolnego, liberalnego, o poszanowaniu podstawowych wolności - w ideologiczną dyktaturę, gdzie represjonuje się i ogranicza wolność słowa, wolność gospodarczą, wolności obywatelskie, poddając je reżymowi urzędniczej biurokracji i reglamentacji. Jest to powrót nazizmu, gdy urzędnik wyznaczał, jakie słowa są dopuszczalne, a jakie działania (choć nikomu nie szkodzące) są verboten.
Jeśli zdecydowanie nie przeciwstawimy się tym smutnym tendencjom, czeka nas "Rok 1984" do potęgi. To nie jest ani trochę śmieszne, i ani ty, ani ty - nie możecie czuć się dłużej bezpiecznie.

czwartek, 10 października 2013

Ludwig von Mises [*] 40 lat


40 lat temu, 10 października 1973, zmarł Ludwig von Mises, największy ekonomista XX wieku. "Jego dzieła przesycone są duchem wolności (...) Mamy wobec niego trudny do spłacenia dług" - jak rzekł Ronald Reagan.
I istotnie. Nie było w historii bardziej oddanego bojownika o prawdę, logikę, właściwą metodę w ekonomii - i jednocześnie stojącego na straży ideałów cywilizacji zachodniej: wolności i własności prywatnej. "Jeśli historia mogłaby nas czegokolwiek nauczyć, to niewątpliwie tego, że żaden naród nie stworzył wyższej cywilizacji bez poszanowania prawa do posiadania własności prywatnej." - jak brzmi jego słynna wypowiedź, lub podobna, choć bardziej dosadna - "Albo prywatna własność środków produkcji, albo głód i nędza dla wszystkich.".
Mises urodził się we Lwowie, w Galicji, w 1881 r., w rodzinie niemieckich żydów, ale otaczała go polska lwowska elita intelektualna, i takim też klimatem przesiąknął za młodu, podobnie jak jego późniejszy mentor i twórca szkoły austriackiej, Carl Menger z Nowego Sącza. Klimat tolerancji, otwartości i charakterystycznej polskiej iskry w myśleniu odcisnął swoje piętno na młodym Misesie, i podobnie jak cywilna odwaga i nieustępliwość w głoszeniu prawdy, to polskie cnoty rycerskie, które Mises pielęgnował aż do śmierci. Nie zapominajmy o tym.
W Polsce mamy Instytut imienia Ludwiga von Misesa, założony 10 lat temu i popularyzujący myśl swego patrona i innych przedstawicieli szkoły austriackiej w ekonomii. Sztandarowym przedsięwzięciem Instytutu było przetłumaczenie i wydanie opus vitae Misesa, czyli traktatu Ludzkie Działanie: Traktat o Ekonomii,
kompletnego wyłożenia dopracowanej przez 40 lat pracy naukowej teorii ekonomicznej szkoły austriackiej. Jak tylko dowiedziałem się w 2006 r., że Instytut Misesa rozpoczyna projekt wydawniczy tego dzieła, natychmiast wsparłem go subskrypcją i posiadam unikalny egzemplarz z imiennymi podziękowaniami. Jest to ikona myśli ekonomicznej, dzieło totalne. Ale też ciężkie dla laika, gdyż Mises, przedstawiciel XIX-wiecznej europejskiej elity intelektualnej, pisał "Ludzkie działanie" z założeniem, że czytelnik będzie osobą wykształconą na podobnym, jak on, poziomie. Stąd też nie polecam brać się za ten traktat w pierwszej kolejności, by poznać Misesa, jego myśl i szkołę austriacką w ekonomii.
Znacznie lepiej na początek sięgnąć po jego bardziej publicystyczne książki.
"Liberalizm w tradycji klasycznej" to bardzo przystępne i ciekawe wyłożenie idei klasycznego liberalizmu, pokazanie, że wolna gospodarka i wolne społeczeństwo, wolne od państwowej interwencji i zamordyzmu, są niezbędnymi elementami rozwoju i postępu: tak gospodarczego, jak i kulturowego i cywilizacyjnego. W sposób bardzo błyskotliwy Mises obala mity i uprzedzenia
antykapitalistyczne, które różnej maści pseudomyśliciele rzucali przeciwko liberałom i filozofom od czasów antycznych. Pokazuje, że wszelkie formy interwencjonizmu i systemy polityczne oparte na przemocy, a więc komunizm, socjalizm i faszyzm, zamiast pomóc społeczeństwu i gospodarce - niszczą je, wbrew intencjom swoich zwolenników. Jest to bardzo ważna pozycja w bibliografii Misesa.
Wątek błędnego koła interwencjonizmu państwowego Mises kontynuuje w książce "Interwencjonizm". Wskazuje na ważną rolę, jaką spełnia kalkulacja ekonomiczna w gospodarce rynkowej, jak rynek koordynuje działania prywatnych podmiotów - uczestników rynku, i jak siłowa ingerencja urzędników w rynek i we własność prywatną zakłóca tą koordynację. Krytykuje takie pomysły polityków, jak kontrola cen, ceny maksymalne, płace minimalne, podatki, oraz inne doraźne regulacje rządowe, które wywołują zniekształcenia, wymagające kolejnych regulacji, itd., aż nastąpi całkowita regulacja życia gospodarczego i system gospodarczy zmieni się w socjalizm typu nazistowskiego. Albo socjalizm, albo kapitalizm - nie ma trzeciej drogi, tak brzmi wniosek z ekonomicznej analizy polityki interwencjonizmu.
W książce "Planowany chaos" Mises porusza się nadal w tematyce niestabilności ekonomicznej interwencjonizmu państwa w gospodarkę, i pokazuje, jak socjalizm - czy to w postaci sowieckiej, czy nazistowskiej, nie jest w stanie być wydajnym systemem gospodarczym, ponieważ zakłócona jest w nim kalkulacja ekonomiczna. Planowanie gospodarcze przez różnej maści ciała typu Gosplan skutkuje właśnie CHAOSEM, ponieważ centralni planiści nie dysponują wystarczającymi danymi, by koordynować działania gospodarcze w całym kraju, w każdej fabryce i zakładzie, a brak rynku dóbr kapitałowych z powodu zniesienia własności prywatnej uniemożliwia wycenę tego niezbędnego elementu gospodarki, a więc i alokowanie kapitału do zastosowań najpilniej pożądanych przez konsumentów.
Dlaczego Mises był w stanie na to wpaść i dostrzec daremność socjalizmu, a inni ówcześni ekonomiści albo nie dostrzegali błędu logicznego, jakim jest socjalizm - albo, jak nasz rodak Oskar Lange, uważali, że jest możliwy, bo centralni planiści są w stanie symulować rynek?
Oskar Lange, arcynemezis Misesa
Mises już w 1920 r. przedstawił tezę, iż kalkulacja ekonomiczna w socjalizmie jest niemożliwa, a 2 lata później w dziele "Socjalizm" rozwinął ją w pełnoprawną krytykę, tym samym rozpoczynając tzw. debatę kalkulacyjną z takimi ekonomistami jak Lange. Ok. Ale wracamy do pytania - dlaczego akurat Mises?
Ponieważ był Austriakiem - przedstawicielem szkoły austriackiej w ekonomii, której głównym elementem w metodologii jest podejście subiektywistyczne i indywidualistyczne. To jednostki wyceniają, czego pożądają, i jak bardzo tego pożądają. Ich wartościowania nie mogą być odkryte ani zsumowane przez żadnego zewnętrznego obserwatora, czy właśnie centralnego planistę. Jedynie rynek, system cenowy, jest w stanie przełożyć osobiste, subiektywne wartościowania na postać liczbową za pomocą pieniądza, gdy ludzie chcą wymienić posiadane przez siebie dobra na te pożądane. Pieniądz stanowi narzędzie pomiaru w postaci konkretnych cen dóbr. Wyeliminowanie przez siłową ingerencję państwa któregoś z tych elementów - rynku, pieniądza, własności - uniemożliwia zobiektywizowanie się indywidualnych wartościowań każdego z nas, i wówczas nikt nie jest w stanie powiedzieć, jaki jest faktyczny popyt na jakieś dobro, ani jaka jego podaż. Znika cały obszar informacji gospodarczej. Jak w takich warunkach można cokolwiek "planować"? Nie da się. Centralny planista funkcjonuje w totalnej ciemni informacyjnej. W takiej samej ciemni funkcjonuje każdy urzędnik, próbujący zawiadywać instytucją publicznej służby zdrowia czy edukacji; albo bankiem centralnym, próbującym zgadnąć optymalną cenę kredytu. Daremność biurokratycznego zarządzania Mises wyłuszcza w książce "Biurokracja". Pokazuje, jak bez rachunku zysków i strat nie da się efektywnie kierować żadnym przedsiębiorstwem, i jak instytucje publiczne muszą siłą rzeczy, jako nierynkowe, obrastać biurokracją, korumpować się, stawać się niewydolne - gdyż nie mają żadnych narzędzi weryfikacji swoich działań, którymi dysponuje każdy przedsiębiorca na rynku, zmuszony do służenia konsumentom przez groźbę strat i bankructwa.
Ekonomiści spoza szkoły austriackiej, zwłaszcza ze świata anglo-amerykańskiego, kompletnie nie rozumieli i nadal nie rozumieją subiektywizmu metodologicznego, mimo, iż synteza neoklasyczna zawiera teoretycznie wkład austriacki w tym zakresie. Nadal łudzą się, że można jeśli nie planować centralnie, to przynajmniej wydajnie zarządzać w ramach gospodarki rynkowej państwowymi instytucjami, niepoddanymi dyscyplinie wolnego rynku. Że można optymalnie sterować podażą pieniądza i wpływać na zagregowany popyt. Cóż za arogancja. Mises przestrzegał przed takim hubris, ale rządowi ekonomiści, wychowani na kulcie państwa i apologii państwowego planizmu, nie mają ani krzty pokory. Bo po co? Posady czekają.

Nie zamierzam tutaj przedstawiać całego życiorysu i dorobku genialnego polskiego Austriaka. Zachęcam do odwiedzania witryny Instytutu Misesa i regularnego wpłacania skromnych datków na jego działalność, a być może wkrótce ruszy tłumaczenie i wydanie biografii Misesa, pióra Jorga Hulsmanna "Mises: Ostatni Rycerz Liberalizmu", 1000-stronicowy przewodnik po życiu i twórczości Mistrza, jednocześnie będący kopalnią wiedzy na temat austriackiej szkoły ekonomii.
Nie pozwólmy jednakże, by Ludwig von Mises pozostał ostatnim rycerzem liberalizmu i cywilizacji zachodniej. Sztandar intelektualnej batalii należy unieść, i nie poddawać się złu, ignorancji i ciemnocie - lecz tym odważniej się im przeciwstawić!

poniedziałek, 23 września 2013

Tak bardzo prześladowany

Gazeta Wyborcza, zawsze czujna na wszelkie przejawy nieprawomyślności i ksenofobii, zamieściła (bez konsultacji z głównym zainteresowanym) ten dość nierzetelny artykuł, choć w sumie jako parodia dziennikarstwa to nawet się nadaje - zwłaszcza cytaty z "wywiadu" i rzekoma autoprezentacja, wzięta z jakiejś troll-strony.
Sama sprawa natomiast jest smutna. Człowiek całe życie walczy z rasizmem, faszyzmem, zamordyzmem - o wolność słowa, a tu takie zaskoczenie. Otóż rzeczony utwór o "białej kurwie czarnucha", znany z płyty "Kapitalizm, głupcze!", to przede wszystkim dobitna i sardoniczna ilustracja tego, co się dzieje w sferze stosunków damsko-męskich, zainspirowana artykułami m.in. z Wyborczej nt. tego, jakim dobrym biznesem jest uwodzenie Polek na wakacjach np. w Egipcie przez Arabów, załatwianie sobie wizy do Polski, a następnie puszczanie takiej naiwnej z torbami. Jednocześnie kąśliwe przedstawienie hipokryzji tych, którzy właśnie krzyczą na te poszkodowane kobiety "białe kurwy czarnucha", samemu widocznie nie rozumiejąc, że nie stanowią dla Polek wystarczająco wartościowych mężczyzn, skoro tamte muszą jeździć do ciepłych krajów, by zostać zaspokojone - choć je to koniec końców drogo kosztuje. Natomiast marna reputacja Polek zagranicą to już rzecz nie do odbudowania, obawiam się.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Koniec Bretton Woods. Płynne kursy pustych walut

Koniec Bretton Woods

Ostateczna groźba europejskich rządów wymiany eurodolarów na złoto spowodowała decyzję prezydenta Nixona do całkowitego zawieszenia wypłat w złocie. Po raz pierwszy w historii dolar był zupełnie pusty, nie posiadając żadnego pokrycia. Teraz już żadna waluta (poza frankiem szwajcarskim) nie miała związku z kruszcem. Widmo horrorów gospodarczych lat 30-tych wywołało próbę narzucenia światu przez USA Umowy Waszyngtońskiej 18 grudnia 1971 r.
Patetycznie określana przez Nixona „największą umową monetarną w dziejach świata”, była jeszcze bardziej niestabilna i obarczona błędami, niż Bretton Woods i system z lat 20. Ponownie państwa obowiązały się do utrzymywania sztywnych kursów wymiany, ale wyłącznie w oparciu o zaniżony parytet do dolara. USA pozwoliły sobie na niewielkie ustępstwo – dewaluację kursu dolara do poziomu 38 $ za uncję. Przyznały się tym samym, że wszelkie wcześniejsze zapewnienia o „permanentnej” cenie 35 $ za uncję były nierealistyczne.
Jednakże ogromna inflacja w USA, połączona ze stagnacją gospodarczą i kontrolą cen (tzw. stagflacja)1, pogarszającym się bilansem płatniczym, wykluczała możliwość utrzymania stałych kursów walut, opartych na dolarze. Cena złota wzrosła do 215 $ za uncję. Stało się jasne, że dolar jest o wiele przeszacowany, a mocne europejskie waluty, zwłaszcza marka, oraz japoński jen – niedoszacowane. Nastąpiła panika w lutym i marcu 1973 r. RFN, Francja i Szwajcaria zaprzestały kupowania dolarów w celu podtrzymania zawyżonej wartości amerykańskiej waluty. System sztywnych kursów bez pokrycia w złocie zawalił się.

IV. Płynne kursy pustych walut

Po upadku systemu Bretton Woods, świat znalazł się znowu w sytuacji, gdy poszczególne waluty uzyskały płynny kurs wobec siebie. Rządy oczywiście starały się sterować kursami swoich krajowych walut, stąd nazwa „brudne” pływanie (dirty floating). USA zdewaluowały dolara do symbolicznej wartości 42 $ za uncję, co nie miało większego znaczenia przy wolnorynkowej cenie złota o wiele powyżej tej kwoty, ale natychmiast spowodowało wzrost wartości innych walut. W takich warunkach nadwyżki dolara i niekorzystny bilans płatniczy przestały gnębić świat. Amerykańscy eksporterzy cieszyli się ze spadku kursu dolara i obniżki cen produktów amerykańskich na rynku światowym. Bilans płatniczy USA poprawił się.
Pomimo zachwytów ekonomistów ze szkoły monetarystycznej, jak Milton Friedman, taki system pieniężny daleki był od doskonałości. Kraje o twardych walutach nie mogły w nieskończoność przyglądać się wzrostowi kursów ich walut i obniżaniu się eksportu na rzecz konkurencji amerykańskiej. Widmo wojen handlowych i dewaluacji na wyścigi, znanych z lat 30-tych, było całkiem realne. Do tego dochodziła inflacja wewnętrzna w USA, którą poważnie odczuwali amerykańscy konsumenci. Zarówno z powodu wysokich cen dla turystów amerykańskich zagranicą, jak i wysokich cen produktów eksportowych na rynku wewnętrznym w USA (głównie zboża i mięsa). Jak widać, zysk eksporterów przy obniżaniu kursu waluty zawsze odbywa się kosztem poziomu życia konsumentów.


Odejście od sztywnego kursu wobec złota i przyjęcie friedmanowskiej utopii płynnych kursów natychmiast spowodowało najdłuższy i najbardziej intensywny okres inflacji w historii USA i świata. Na powyższym wykresie widać, jak koniec ery Bretton Woods skutkuje nagłym wzrostem wskaźnika cen konsumpcyjnych, mierzącym inflację cenową w USA. O ile od czasu powołania Rezerwy Federalnej do końca ery Bretton Woods dolar amerykański stracił 41% wartości (w wyniku dewaluacji z parytetu 1/20 uncji do 1/35 uncji złota w 1934 r.), tak odcięcie wszelkich więzów ze złotem i przyspieszona inflacja monetarna w wykonaniu Fed drastycznie osłabiła dolara tak, że w momencie pisania tego tekstu dolar stracił ponad 96% swojej wartości w stosunku do złotego dolara sprzed roku 1913. Złoto stale drożało, wywołując osłupienie zarówno wśród ekonomistów keynesistowskich, jak i friedmanowców, którzy przewidywali spadek cen uwolnionego od dolara złota do 8$ za uncję. Jedynie spadkobiercy myśli Ludwiga von Misesa i Friedricha von Hayeka nie byli zaskoczeni. Gdy w latach 50. i 60. jeden z nich, Jacques Rueff, doradca prezydenta De Gaulle'a, postulował standard złota z nową ceną 70 $ za uncję, skonstatowano, iż cena ta jest niewiarygodnie wysoka. Z dzisiejszej perspektywy widać, że była raczej niewiarygodnie niska.
Permanentna inflacja dolara, która umożliwia permanentne zadłużanie się rządu USA na kwoty niewyobrażalne, jest możliwa z tego wyłącznie powodu, że dolar nadal pełni rolę waluty światowej, w której prowadzone są rozliczenia na giełdach świata, głównie za surowce. Ten popyt na dolara jako walutę rozliczeniową wciąż podbija jego kurs, mimo iż od strony podażowej prasy drukarskie Rezerwy Federalnej i system bankowy niezmiennie od 1984 r. pompują coraz więcej coraz mniej wartościowych dolarów. O tym, jak ekspansja pustego pieniądza i zaniżanie stopy procentowej zniekształca rynki kapitałowe i prowadzi do rozprzestrzeniania się błędnych inwestycji, nadwyrężających strukturę produkcji, co prowadzi do kryzysów koniunkturalnych, pisali najwięksi ekonomiści XX wieku – Ludwig von Mises i Friedrich von Hayek.23 Ten ostatni w 1974 r. za swój wkład w austriacką teorię cyklów koniunkturalnych otrzymał nagrodę im. Alfreda Nobla z ekonomii. Mimo to przestrogi Austriaków są lekceważone a ich teoria wyśmiewana przez takich ekonomicznych dyletantów, jak keynesista Paul Krugman. Inflacyjne działania Rezerwy Federalnej przyczyniły się do kolejnych kryzysów w USA na świecie: kryzysu 1987; boomu spółek technologicznych lat 90-tych i ich krachu w roku 2000; bańki nieruchomości lat 2000-2008 i jej załamania, co spowodowało kryzys finansowy instytucji kredytujących bańkę. Za każdym razem Rezerwa Federalna nie potrafiła przyznać się do winy, natomiast remedium, jakie stosowała, to dalsze drukowanie dolarów bez pokrycia i zaniżanie stopy procentowej. W systemie standardu złota takie działania nie byłyby możliwe, i kryzys ukazałby prawdziwy obraz niedopasowań na rynku i w strukturze produkcji gospodarki. Wiele inwestycji musiałoby zostać przerwanych, kapitał upłynniony, a firmy zrestrukturyzowane. Tymczasem, dzięki pustemu pieniądzowi papierowemu, Rezerwa Federalna na polecenie rządu może tuszować wszelkie znamiona choroby ekonomicznej przez zwiększenie podaży pieniądza i obniżenie stóp procentowych w celu odratowania nierentownych banków i podtrzymywania iluzji, iż np. wybudowane masowo domy były inwestycją rentowną.4
Masowo emitowane dolary w dużej mierze opuszczają terytorium USA i służą jako środek rozliczeniowy w transakcjach międzynarodowych. Największy zasób dolarów posiadają Chiny – główny partner handlowy USA – oraz kraje arabskie, eksportujące za dolary ropę. Tak, jak w latach 50-tych i 60-tych z gromadzonymi eurodolarami w krajach europejskich, tak obecnie sinodolary i petrodolary trzymane są jako rezerwy. Chiny do tego używają posiadanych dolarów w celu skupywania obligacji skarbowych USA, finansując bilionowe deficyty Amerykanów.5 I tak, jak pod koniec lat 60-tych Francja i inne kraje europejskie żądając wypłaty złota za dolary zdemaskowały USA jako bankruta – tak nadejdzie moment, gdy Chiny zażądają wypłaty za swoje obligacje. USA nie stać na wywiązanie się z tych zobowiązań. Zapewne posunie się do jedynej znanej rządzącym metody – uruchomi kolejną prasę drukarską, i spłaci dług przez inflację. Chińczycy dostaną kolejną stertę dolarów, tym razem wartych zapewne mniej, niż papier, na którym zostały wydrukowane. Czy oznaczać to będzie ostateczny upadek systemu opartego na pustym pieniądzu papierowym? Czy wystarczy to do powrotu do standardu złota, opartego na klasycznych założeniach i przestrogach takich ekonomistów, jak Mises i Hayek?


Bibliografia:
„Austriacy o standardzie złota” praca zbiorowa, Wyd. Instytut Misesa, Warszawa 2009
David Ricardo „Zasady ekonomii politycznej i opodatkowania”, przeł. Jan Drewnowski, PWN, Warszawa 1957
Friedrich von Hayek „Prices and Production” (1931) New York: Augustus M. Kelley Publishers, 1967. Dostęp elektroniczny Mises Institute 2011.
Henry Hazlitt „Ekonomia w jednej lekcji” Wyd. Instytut Misesa, Warszawa 2012
Hans-Herman Hoppe „Ekonomia i etyka prywatnej własności” Wyd. Fijorr Publishing, Warszawa 2010
Jesus Huerta de Soto „Pieniądz, kredyt bankowy i cykle koniunkturalne” Wyd. Instytut Misesa, Warszawa 2009
Carl Menger „Principles of Economics” Wyd. New York University 1976, dostęp elektroniczny Mises Institute 2004.
Ludwig von Mises „Ludzkie działanie: Traktat o ekonomii” Wyd. Instytut Misesa, Warszawa 2007
Ludwig von Mises „Teoria pieniądza i kredytu” Wyd. Fijorr Publishing, Warszawa 2012
George Reisman „Government Against The Economy”. Dostęp elektroniczny Mises Institute
Murray Rothbard „Złoto, banki, ludzie” Wyd. Fijorr Publishing, Warszawa 2004
Murray Rothbard „Tajniki bankowości” Wyd. Fijorr Publishing, Warszawa 2007
Murray Rothbard „Wielki Kryzys w Ameryce” Wyd. Instytut Misesa, Warszawa 2010
Thomas E. Woods jr. „Meltdown: A Free-Market Look at Why the Stock Market Collapsed, the Economy Tanked, and Government Bailouts Will Make Things Worse” Regnery Press 2009

środa, 21 sierpnia 2013

Bretton Woods (Krótka historia monetarna Zachodu)

Bretton Woods

Międzynarodowa konferencja w Bretton Woods w stanie New Hampshire w połowie 1944 r. skutkowała narodzeniem się nowego porządku monetarnego. Kongres ratyfikował jego wprowadzenie w USA w 1945 r. Miał zapewnić nową erę pełnej stabilności monetarnej i pokojowej współpracy opartej na międzynarodowym podziale pracy. Jednak jego założenia nie różniły się zasadniczo od standardu dewizowo-złotego z lat 20. Zamiast funta, kluczową walutą pozostawał już tylko dolar amerykański, z parytetem 1/35 uncji złota. Nie był on już wymienialny na złoto przez zwykłych obywateli, a więc podobnie jak funt w latach 20., jego podaż nie mogła być dyscyplinowana przez obywateli kraju emitującego. Z przywileju wymienialności korzystać mogły tylko obce banki centralne. Trzymały one jednak coraz większe rezerwy dolarowe, na których opierały emisję swoich walut krajowych. Dolar rzekomo był as good as gold, stanowił potencjalnie doskonałą rezerwę, by zapewnić stabilny system pieniądza światowego. Same USA po wojnie posiadały rezerwy złota w wysokości około 25 miliardów dolarów, co wystarczało początkowo na pełne zaufanie do dolara, jako waluty rezerwowej tożsamej ze złotem. Dawało też władzom monetarnym USA bodziec do budowania na podstawie rezerw złota sporej piramidy papierowych dolarów, z czego skwapliwie skorzystały niemal natychmiast. Pojawiło się zjawisko stałej powojennej inflacji, które trwa do tej pory, a nawet jest beztrosko uważane za coś pożądanego dla rozwoju gospodarczego.1
W 1945 roku dolar był niedoszacowany w stosunku do pozostałych walut, które powróciły do starych, zawyżonych kursów (np. funt szterling do parytetu 4,86 dolara), co wywołało niedobór dolara przy ogromnym popycie na amerykański eksport. Rząd USA zdecydował, by zaradzić temu przez pomoc zagraniczną, finansowaną oczywiście z kieszeni amerykańskiego podatnika – głównie w postaci Planu Marshalla. Natomiast władze monetarne USA kontynuowały inflacyjną ekspansję pieniądza i kredytu, co z biegiem lat wywołało zwrot w handlu międzynarodowym. Kraje europejskie, za wyjątkiem Wielkiej Brytanii, tym razem postawiły na względnie „twardy pieniądz”, głównie pod wpływem doradców związanych z nowoutworzonym klasycznie liberalnym Towarzystwem Mont Pelerin pod wodzą Friedricha von Hayeka, jednego z największych ekonomistów wszech czasów. Wielka Brytania natomiast, wzorem USA, kontynuowała inflację, finansując swoje państwo opiekuńcze, co zmusiło ją do dewaluacji funta, przez pewien okres nawet do 2,40 dolara. Jednakże rosnąca produktywność pozostałych krajów Europy, głównie Niemiec, rządzonych przez szkołę ordoliberalną Röpkego, Euckena i Erharda, oraz Japonii, prowadziła do ciągłego pogarszania się bilansu płatniczego Stanów Zjednoczonych. Inflacja w USA w porównaniu z Europą i Japonią, była coraz większa. Brak wymienialności dolara na złoto przez zwykłych obywateli amerykańskich uniemożliwiał stosowne działania dyscyplinujące, a reguły gry wymyślone w Bretton Woods zakładały, że kraje Europy Zachodniej będą stale zwiększać swoje rezerwy dolarowe i wykorzystywać je do zwiększania podaży walut krajowych w ciągłej spirali inflacji.
Tak się jednak nie stało. Kraje Europy, prowadzące politykę twardszego pieniądza, przestały widzieć sens w gromadzeniu tracących na wartości dolarów. Dolar stał się pieniądzem niechcianym. Prym w narzekaniach na Bretton Woods i hegemonię dolara wiodła tradycyjnie antyamerykańska Francja pod wodzą Charlesa De Gaulle'a, którego głównym doradcą monetarnym był zwolennik klasycznego standardu złota, Jacques Rueff. Jednakże skargi Europy zostały zbyte lekceważeniem i pogardą ze strony USA, które nadal uważały się za jedynego wybawcę Europy z piekła II Wojny Światowej, i otwarcie oświadczyły, że nadal będą uprawiać politykę „beztroskiego lekceważenia” międzynarodowych skutków monetarnych swoich działań.
Rezultaty można było łatwo przewidzieć, tak jak przewidział je już w 1961 r. Michał Anioł Heilperin:
Standard waluty dewizowo-złotej, czyli międzynarodowy system pieniężny częściowo oparty na złocie, częściowo na walutach wymienialnych na złoto, który pierwotnie wprowadzono w okresie miedzywojennym, a przywrócono po cichu po II wojnie światowej, okazał się bardzo niebezpieczny. Sprzyja bowiem inflacji w fazie optymistycznej (ekspansji) oraz deflacji (lub nawet zapaści) w fazie pesymistycznej (ograniczenia podaży pieniądza), powoduje deficyt bilansu płatniczego, i to chroniczny, w państwach, których waluta jest wykorzystywana zagranicą jako waluta rezerwowa (ponieważ te państwa nie spłacają swoich zobowiązań związanych z deficytem, (…) lecz jedynie zwiększają zadłużenie zagraniczne w walutach wymienialnych na złoto). Im dłużej trwa faza ekspansji w standardzie waluty dewizowo-złotej, tym bardziej rosną zobowiązania zagraniczne państw z kluczową walutą i tym większe jest ryzyko wystąpienia kryzysu zaufania na skalę międzynarodową oraz żądania wymiany ogromnych kwot na złoto i upadku międzynarodowego systemu pieniężnego.
Jeśli państwa z kluczową walutą dążą do zrównoważenia rozliczeń z zagranicą, podaż ich walut dla celów rezerwy spada. W istocie każdy standard waluty dewizowo-złotej musi upaść, albo po cichu, wskutek rozważnej polityki państw, które używają kluczowych walut, albo w atmosferze chaosu wywołanego kryzysem zaufania do kluczowych walut i żądaniem ich wymiany na złoto2.

I tak też się stało. Europa dysponowała prawnie zagwarantowaną możliwością wymiany dolarów na złoto po kursie 35 dolarów za uncję. Kontrolna funkcja standardu złota tutaj dawała o sobie znać. Rządy europejskie korzystały coraz skwapliwiej z możliwości wymiany coraz bardziej bezwartościowych dolarów na złoto, które od początku lat 50. zaczęło nieprzerwanie odpływać z USA. Zasoby złota w rezerwach amerykańskich skurczyły się z ponad 20 miliardów do ledwie 9. Zasada leżąca u podstaw systemu Bretton Woods zaczęła topnieć w posadach, ale nie wywołało to w żadnym wypadku zmiany kursu polityki monetarnej USA. Amerykanie natomiast zaczęli wywierać naciski na rządy europejskie, by powstrzymać je przed wymianą tzw. eurodolarów (w kwocie 80 mld) na złoto, którego USA już nie miało. Te naciski przypominały jako żywo zabiegi Brytyjczyków, próbujących powstrzymać Francję przed wymianą salda w funtach szterlingach na złoto w 1931 r., oprócz tego, że były znacznie silniejsze. Jednak żadna siła rządu nie powstrzyma stałych, niezmiennych i bezlitosnych praw ekonomicznych3. Tak, jak beztrosko inflatująca walutę Wielka Brytania w latach 20. nie miała jak spłacić swych zobowiązań w złocie w 1931 r., tak równo 40 lat później z tych samych powodów USA nie były w stanie honorować swych własnych obietnic, leżących u podstaw systemu Bretton Woods. 15 sierpnia 1971 r. Richard Nixon dokonał „zamknięcia okienka ze złotem”. Ale zanim to nastąpiło, w 1968 r. w wyniku gróźb zażądania wypłat w złocie, USA wprowadziły tzw. dwupoziomowy rynek złota, który miał odizolować wolny rynek złota od działań banków centralnych. Te ostatnie miały od tej pory wyłącznie obracać złotem po cenie 35 dolarów za uncję między sobą w postaci żetonów, a rynek „zewnętrzny” realizujący prywatny popyt na złoto miał iść własnym torem, bez wpływu na organizację systemu pieniężnego. USA również naciskały na wprowadzenie SDR-ów (Special Drawing Rights) – specjalnych praw ciągnienia, nowego rodzaju rezerwy papierowej, która miałaby docelowo zastąpić złoto jako walutę światową. Umożliwiłoby to nieograniczoną inflację we współpracy z innymi rządami, kontrolującymi przyszły Światowy Bank Rezerw. Jednakże kraje zachodnioeuropejskie zwalczały pomysł SDR-ów od samego początku.
W systemie dwupoziomowego rynku złota wszyscy ekonomiści głównego nurtu spodziewali się, że złoto na wolnym rynku zniknie z międzynarodowego systemu pieniężnego po odcięciu go od dolara, a jego cena spadnie do szacowanego poziomu „przemysłowego” złota, ok. 10 dolarów za uncję. Nigdy tak jednak się nie stało – cena złota nigdy nie spadła nawet poniżej 35 dolarów, tylko stale utrzymywała się powyżej tego poziomu, co pokazuje, jak bardzo inflacja Rezerwy Federalnej zniszczyła wartość dolara. Już w 1973 r. cena uncji złota osiągnęła wartość 125 dolarów. Żaden z ekonomistów głównego nurtu, zwolenników pieniądza papierowego, nie podejrzewał, że to się stanie. Dni dolara as good as gold i systemu Bretton Woods były policzone, gdy wszyscy widzieli, iż parytet 35 $ za uncję był od początku nierealistyczny.

piątek, 16 sierpnia 2013

Płynne kursy pustych walut, 1931-1945

Płynne kursy pustych walut, 1931-1945

Powrócił chaos monetarny znany z okresu wojny. Konkurujące dewaluacje, regulacje kursów wymiany, bariery w handlu spowodowały załamanie się międzynarodowego handlu i inwestycji. Stany Zjednoczone jedną decyzję – Taryfą Smoota-Hawleya, podnoszącą cła importowe do 50%, praktycznie zniszczyły cały światowy podział pracy i wolny handel. Rozszalała się gospodarcza, jak i monetarna wojna pomiędzy poszczególnymi blokami walutowymi. Pojawiła się praktyka wymiany barterowej w handlu zagranicznym. Narastała nieufność i skłócenie rządów. To właśnie konflikty pieniężne i gospodarcze lat 30-tych były jedną z głównych przyczyn wybuchu II wojny światowej1.
Niekompetentna i zupełnie nieprzygotowana do poradzenia sobie z Wielkim Kryzysem administracja prezydenta Franklina D. Roosevelta zdecydowała się na tragiczny w dziejach historii monetarnej krok. W 1934 zakazano Amerykanom posiadać złoto, dokonano konfiskaty prywatnie posiadanego złota pod groźbą 10 lat więzienia, i zdewaluowano zniszczonego przez inflację dolara do 1/35 uncji złota. Mogły go wymieniać na złoto tylko obce rządy i ich banki centralne. Pozostawiono więc nominalny związek ze złotem, co w połączeniu z chaosem na rynku pieniężnym w Europie wywołało napływ złota do USA, postrzeganych jako ostatnia bezpieczna przystań.
Zerwanie przez kraje europejskie więzi ze złotem i w efekcie załamanie się handlu międzynarodowego pokazuje, jak iluzoryczna i błędna jest konstrukcja płynnych kursów pustych walut, którą proponował w późniejszym okresie nie kto inny, a Milton Friedman, rzekomo zwolennik wolnego rynku i wolnego handlu.2 Sytuacja, gdzie pełną i wyłączną kontrolę nad podażą pieniądza ma rząd i jego bank centralny, a emitowany środek płatniczy jest pieniądzem fiducjarnym, niepokrytym realnym towarem, może skutkować tylko spiralą coraz wyższej inflacji i dewaluacji, oraz napięć na arenie międzynarodowej.
Ta pierwsza lekcja z konsekwencji złej polityki monetarnej, skutkujących tragedią II Wojny Światowej, doprowadziła do chęci odbudowy trwałego międzynarodowego systemu pieniężnego, potrafiącego zapewnić odrodzenie się światowego handlu i korzystanie z owoców międzynarodowego podziału pracy.

środa, 7 sierpnia 2013

III. Upadek standardu złota

III. Upadek standardu złota

I Wojna Światowa i system waluty dewizowo-złotej

Z dniem wybuchu I Wojny Światowej system monetarny świata, a więc również nierozerwalnie z nim związany handel międzynarodowy i podział pracy, uległy zniszczeniu. Coraz silniejsza władza rządów poszczególnych krajów nad gospodarką i walutą spowodowała, że uczestniczące w wojnie państwa po prostu zawiesiły wymienialność swych walut na złoto, łamiąc wszelkie obietnice będące warunkiem funkcjonowania standardu złota. Jak pisze Rothbard w „Złoto, banki, ludzie”:
„(...)świat doświadczał tego, co niektórzy współcześni ekonomiści nazywają nirwaną swobodnie wahających się kursów wymiany (nazywa się je również „systemem płynnych kursów walutowych, brudną płynnością – dirty float”), konkurencyjnych dewaluacji, zwalczających się bloków walutowych, kontroli kursów wymiany, ceł i kontyngentów oraz załamania się międzynarodowego handlu i inwestycji.(...) na całym świecie zapanował chaos pieniężny.”1

Oczywiście taka sytuacja w tamtych czasach była uważana za aberrację i większość ekonomistów pragnęła znaleźć sposób na przywrócenie dawnej stabilności monetarnej. Niestety, jako, że większość walut krajów europejskich w wyniku inflacyjnego finansowania wydatków wojennych straciła na wartości wobec dolara i złota, przywrócenie standardu kruszcowego wymagałoby ustanowienia nowego parytetu tych walut wobec tych ostatnich. Funt brytyjski, który przed wojną odpowiadał 4,86 dolara, z powodu inflacji po wojnie był wart jedynie 3,50 dolara2. Brytyjscy politycy z powodów prestiżowych nie zgodzili się na dewaluację funta i przywrócili stary parytet. Rezultatem były zawyżone ceny produktów brytyjskich na światowych rynkach, zbyt wysokie płace brytyjskich robotników i ogólna niekonkurencyjność gospodarki brytyjskiej. Rozwiązaniem mogłaby być stosowna deflacja, a więc obniżenie cen i płac w funtach w całej gospodarce – do czego niestety nie chciały dopuścić związki zawodowe i przyzwyczajenie się społeczeństwa brytyjskiego do permanentnego wzrostu cen. W takich warunkach drastyczny spadek cen byłby uznany (mylnie!) za katastrofę.3
Jedynym ratunkiem dla Wielkiej Brytanii byłby taki nowy międzynarodowy system pieniężny, który uprzywilejowywałby funta brytyjskiego, a rządy pozostałych krajów zmuszał do zwiększania podaży pieniądza, bądź przywrócenia standardu złota po zawyżonych parytetach, co równoważyłoby drogi eksport z Wielkiej Brytanii. I tak właśnie postąpiono – na konferencji w Genui w 1922 Wielka Brytania walnie przyczyniła się do stworzenia nowego międzynarodowego porządku monetarnego: standardu waluty dewizowo-złotej.
O ile Stany Zjednoczone pozostały przy klasycznym standardzie złota i wypłacały złoto za dolary, Wielka Brytania i pozostałe kraje weszły w 1926 r. do standardu pseudo-złota. Nie wypłacano już za funta i inne waluty złotych monet, tylko duże sztaby złota, a więc nadające się tylko do obsługi dużych transakcji międzynarodowych. Zwykły obywatel nie miał możliwości odzyskania prawdziwego pieniądza za papierowe kwity, które rząd mógł drukować w dowolnej ilości. Pozwalało to zwiększyć inflację zarówno banknotów, jak i pieniądza bankowego (depozytów i kredytów). Co więcej, Wielka Brytania wypłacała za funty nie tylko sztaby złota, ale i dolary, a inne kraje wypłacały za swoje waluty – funty. Rezultatem był w tych krajach zawyżony parytet krajowej waluty w stosunku do złota, co było na rękę Wielkiej Brytanii. Powstała piramida: na złocie opierały się dolary, na dolarach funty, na funtach pozostałe waluty. Jak widać, w tym pseudo-standardzie złota to dolar i funt były walutami kluczowymi.
Opisany przez Davida Hume'a w XVIII w. mechanizm odpływu kruszcu, zabezpieczający przed inflacją i deficytem w bilansie płatniczym, w takim systemie nie działał. Brak możliwości dyscyplinowania polityki gospodarczej groźbą odpływu kruszcu motywował do dalszego powiększenia inflacji i finansowania z niej rodzącego się rozdętego państwa opiekuńczego – zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w krajach europejskich, które zamiast złota, trzymały rezerwy w funtach i na bazie tych rezerw kreowały dodatkową podaż własnej waluty. Wielka Brytania przekonała również Stany Zjednoczone, by same zwiększyły podaż dolara, by zapobiec odpływowi rezerw złota i dolarów do USA.4
Taki system był wewnętrznie niestabilny, i załamanie się inflacyjnego boomu w 1929 r. pokazało wszystkie jego wady. Przy próbie wymiany przez Francję salda funtów szterlingów na złoto, Wielka Brytania była zmuszona całkowicie odejść od standardu złota. Wkrótce inne kraje Europy podążyły jej śladem.5
W Polsce natomiast, dzięki reformom Władysława Grabskiego i ustanowieniu parytetu nowej waluty - złotego do złota 1 zł = 0,2903 grama, identycznego jak przy franku szwajcarskim, polska waluta pozostała wyjątkowo stabilna przez cały okres do 1939 r., zachowując pełną wymienialność. Polska i Szwajcaria miały najbardziej stabilną walutę w okresie międzywojennym w Europie.

piątek, 2 sierpnia 2013

Międzynarodowy standard złota w praktyce

Międzynarodowy standard złota w praktyce

Dolar został zdefiniowany jako 1/20 uncji złota. Był to stały i niezmienny parytet. Funt szterling w standardzie złota równy był 4,87 dolarom amerykańskim, czyli w przybliżeniu 1/4 uncji złota. Te stałe relacje wymiany walut narodowych w oparciu o jednostkę wagową złota stanowiły o sensie istnienia międzynarodowego standardu złota. Zapewniały stabilność monetarną wszystkich międzynarodowych transakcji i obiektywną miarę wartości w handlu zagranicznym. Jak tłumaczy Hans-Herman Hoppe w „Ekonomii i etyce prywatnej własności”1, warunkiem zaawansowanego rozwoju gospodarczego jest przejście z barteru do wymiany pieniężnej również w handlu międzynarodowym. Istnienie jednej waluty – złota – choć pod różnymi nazwami walut narodowych, wydatnie zmniejsza koszty transakcyjne handlu zagranicznego na tej samej zasadzie, na jakiej wyłonienie się jednego środka wymiany w gospodarce lokalnej zmniejsza koszty transakcyjne i wyceny dóbr w porównaniu do barteru.
Co więcej, międzynarodowy standard złota zapewniał rynkowy mechanizm ograniczający potencjał inflacyjny rządów i utrzymujący w równowadze bilans płatniczy. Nawet, jeśli jeden kraj, np. Anglia, zaczyna ekspansję kredytową przy użyciu banknotów Banku Anglii, to następuje inflacja cenowa dóbr krajowych i zwiększony import z zagranicy, podczas gdy eksport spada. Deficyt w bilansie płatniczym musi zostać uregulowany złotem, co powoduje presję na Bank Anglii, by zmniejszył ekspansję monetarną, co prowadzi do skutków odwrotnych od poprzednich – spadek cen krajowych, spadek importu, zwiększenie się eksportu – i wyrównanie bilansu płatniczego i powstrzymanie odpływu złota. Zjawisko to opisał już w XVIII w. David Hume.
Dzięki tym cechom międzynarodowy standard złota od połowy XIX w. aż do wybuchu I Wojny Światowej był odpowiedzialny za bezprecedensowy wzrost standardu życia na całym świecie; rozwój gospodarczy, jakiego świat wcześniej nie widział; zintegrowanie rynków światowych, jak również zintegrowanie społeczności całego świata w jeden gospodarczy organizm. Wolny handel światowy – to niezbędne narzędzie w drodze do dobrobytu, mógł być możliwy tylko dzięki międzynarodowemu standardowi złota. Esencją XIX-wiecznej „belle epoque” był właśnie ten standard twardej światowej waluty. Jak pisał młody John Maynard Keynes o świecie przed rokiem 1914 w „The Economic Consequences of the Peace”:
„Jakimże niezwykłym okresem w gospodarczym rozwoju ludzkości był ten wiek, który zakończył się w sierpniu 1914! Większa część ludności, co prawda, pracowała ciężko i żyła nadal na dość niskim poziomie komfortu, lecz wydawała się zadowolona z takiego stanu rzeczy. Jednakże wyrwanie się z niego było możliwe dla każdej osoby o wystarczających talentach i zdolnościach przewyższających przeciętną, by wejść na poziom średniej i wyższej klasy, dla których życie oferowało niskim kosztem i kłopotem komfort, przyjemności i udogodnienia wykraczające daleko poza pojęcie najbogatszych i najpotężniejszych władców wcześniejszych epok. Mieszkaniec Londynu mógł zamówić za pomocą telefonu podczas popijania porannej herbatki w łóżku różnorodne produkty z całego globu, w takiej ilości jakiej sobie zażyczył, i spodziewać się ich rychłego przywiezienia pod same drzwi. W tym samym momencie i tymi samymi metodami mógł zaryzykować swój majątek w różnorakie przedsięwzięcia w każdym zakątku świata i czerpać z nich korzyści bez wysiłku i kłopotu. Lub też mógł zdecydować się na bezpieczne powierzenie swych pieniędzy w dowolnym mieście na każdym kontynencie, które mu zarekomendowano. W ten sam sposób mógł zamówić, jeśli sobie tego życzył, tani i wygodny środek transportu do każdego kraju każdej strefy klimatycznej bez potrzeby posiadania paszportu czy innych formalności; mógł wysłać służącego do pobliskiego oddziału banku po taką ilość kruszcu, jaką uważał za stosowną i następnie udać się w podróż zagraniczną bez potrzeby znajomości tamtejszej religii, języka i obyczajów, posiadając przy sobie spieniężone bogactwo – a najdrobniejsze przeszkody i utrudnienia wywołałyby w nim gniew i zdenerwowanie. Lecz co najważniejsze, postrzegał taki stan rzeczy jako coś normalnego, pewnego i stałego – idącego wciąż w kierunku dalszego rozwoju, a każde zboczenie z tego kursu za aberrację, rzecz skandaliczną i konieczną do uniknięcia. Projekty i polityka militaryzmu, imperializmu, rywalizacji rasowej i kulturowej, monopoli, restrykcji i wykluczenia – które miały grać rolę węża w tym ziemskim raju, stanowiły nic ponad drobną rozrywkę w codziennej gazecie i wydawało się, że nie wywierają żadnego wpływu na normalny kurs życia społecznego i gospodarczego, którego internacjonalizacja była niemalże kompletna.”2